-Chciałaś iść bez pożegnania?-pyta a moje oczy się powiększają.
-Przecież powiedziałam cześć.Jak wolisz może być pa.Więc pa.-chłopak tylko uśmiecha się po czym pochyla się i całuje mój policzek z siniakiem.Na ten gest od razu się odsuwam.
-No teraz może być.Do zobaczenia.-i odchodzi.Co?! Do jakiego zobaczenia?Co on sobie wyobraża,znamy się jeden dzień.
Kiedy wchodzę do domu mogę stwierdzić ,że nie jest gorzej niż wczoraj. Biorę pieniądze i wychodzę.Kiedy dochodzę do sklepu słyszę swój telefon.Patrzę na ekran.„Louis”.O nie tylko nie on.Błagam tylko nie on.Jestem dość zaskoczona,że jeszcze nie znudziła mu się ta zabawa w podrywacza ale bardziej szokuje mnie treść sms’a:
-Dzień dobry śpiąca królewno.-wita się wesoło głos.A ja dopiero w tej chwili domyślam się kto dzwoni.
-A to ty.
-Jakie miłe przywitanie.
-Po co do mnie dzwonisz?Wiesz,która godzina.-mówię i spoglądam na zegarek 3:30.Zabiję go.
-Wiem.Stęskniłem się.Miałem nadzieję,że nie śpisz.
-Nadzieja matką głupich-mówię pod nosem.
-Ej! Słyszałem-mówi zbulwersowany Louis-nieważne.Otwórz okno.
-CO?-pytam zaspanym głosem-Dobrze się czujesz?
-Rewelacyjnie.To słodkie,że się martwisz a teraz otwórz okno.
-Po co?
-Po prostu otwórz.
-Nie.-odpowiadam stanowczo.Nie będzie mi rozkazywał.
-No to idę do drzwi.-na te słowa od razu wstaję z łóżka.Mój ojciec by się nieźle wkurzył gdyby go tu zobaczył a ja mam serdecznie dość kłopotów.
-Dobra–podchodzę do okna i je otwieram. Mój wzrok po chwili przyzwyczaja się do ciemności i wtedy zauważam Louisa.
-Co ty tu robisz?!Bawisz się w Romea?!-krzyczę do niego.
-Chciałem cię zobaczyć,moja Julio.
-Niezłą wybrałeś sobie porę.Skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Popytałem tu i tam.-mówi i uśmiecha się jakby to było coś zabawnego.
-Ty masz obsesję.
-Na twoim punkcie.
-Bardzo śmieszne.-spoglądam na drzwi i mam nadzieję,że mój tata go nie usłyszał bo będę miała przechlapane.-Powinieneś iść.
-Oj no weź nie mogę wejść?
-Nie!
-No to ty zejdź do mnie.
-Tobie już do końca odbiło.-mówię i zamykam okno.Nie ma opcji,że gdzieś z nim pójdę i to jeszcze o tej porze.Wracam do łóżka i wyłączam telefon.Mam go serdecznie dość. Jutro ostatni dzień szkoły.Później weekend i zakończenie roku.Louis wyjedzie na całe dwa miesiące z miasta a ja będę miała nareszcie święty spokój.Z taką myślą odpływam w krainę snów.Jednak nie jest dane mi się wyspać bo budzi mnie koszmar.Kładę się i szczelnie przykrywam kołdrą ale i tak wiem że nie uda mi się zasnąć.Zerkam na zegarek 6:20.Serio?!Ociężale wstaje z łózka i zakładam na siebie jakieś ubranie.Załatwiam poranna toaletę i robię śniadanie.Przechodzę do salonu i włączam jakiś program który akurat leci.Wypadło na "U Kardiaschanów".Kiedy kończę śniadanie jest godzina 7:00.Postanawiam wyjść z domu i pospacerować.Przechodzę przez miasto i dochodzę do szkoły.Idę do klasy i zajmuję jakieś wolne miejsce.Nagle obok pojawia się James-niewysoki blondyn o brązowych oczach.
-Hej-wita się miło.
-Cześć-odpowiadam.Kilka sekund później do klasy wchodzi Louis.
-Zajęte?-pyta i wskazuje na miejsce obok mnie.
-Nie-mówię i uśmiecham się a chłopak zajmuje miejsce obok.
-Zastanawiałem się czy masz jakieś plany na dziś bo...-chłopak jednak nie kończy bo podchodzi do nas Lou,który mu przerywa.
-To moje miejsce.
-A jest podpisane?-pyta blondyn-Nie wydaje mi się.
-Nie rozśmieszaj mnie.
-Możesz usiąść gdzie indziej.
-Niestety nie mogę.
-Ja też nie.-James nie daje za wygraną i nadal kłóci się z brunetem.-Jestem zajęty rozmową z Eleanor więc możesz iść-mówi blondyn ale mina Louisa nie jest za wesołą. Pochyla się i mówi coś Jamesowi na ucho ale na tyle głośno abym mogła usłyszeć.
-Trzymaj się od niej z daleka.Ona jest moja. Ostrzegam cię.-James dłużej się nie kłóci i zmienia miejsce-Tak trudno było?-pyta z sarkazmem i siada obok mnie.-Witaj Julio.
-Spadaj Romeo.
-Nie jesteś za miła-mówi a aj tylko wzruszam ramionami.
-Dzwonienie do ludzi o trzeciej rano też nie jest miłe.
-Wynagrodzę ci to.
-Nie wątpię.-to jedyna lekcja na jakiej Louis w ogóle się pojawił ale mi to nie przeszkadza. Nareszcie mogłam pogadać z dziewczynami z mojej klasy.W sumie temat był jeden-wakacje i studia.Kiedy skończyłam lekcje z dobrym humorem opuściłam szkołę.
Jednak kiedy przechodzę przez plac szkolny zauważam Louisa,który nerwowo kogoś szuka.Postanawiam podejść do niego i wyjaśnić ta dziwną sytuację miedzy nami.
-Przecież powiedziałam cześć.Jak wolisz może być pa.Więc pa.-chłopak tylko uśmiecha się po czym pochyla się i całuje mój policzek z siniakiem.Na ten gest od razu się odsuwam.
-No teraz może być.Do zobaczenia.-i odchodzi.Co?! Do jakiego zobaczenia?Co on sobie wyobraża,znamy się jeden dzień.
Kiedy wchodzę do domu mogę stwierdzić ,że nie jest gorzej niż wczoraj. Biorę pieniądze i wychodzę.Kiedy dochodzę do sklepu słyszę swój telefon.Patrzę na ekran.„Louis”.O nie tylko nie on.Błagam tylko nie on.Jestem dość zaskoczona,że jeszcze nie znudziła mu się ta zabawa w podrywacza ale bardziej szokuje mnie treść sms’a:
”Pamiętaj o naszej jutrzejszej randce,Księżniczko”.Co? Jakiej randce?Nie ma opcji ,że gdzieś z nim pójdę a o randce nie ma mowy.Szybko odpisuję.
”Nigdzie z Tobą nie idę!Nawet nie
zapytałeś się mnie o zdanie”.Na odpowiedź nie muszę długo czekać.
„Zapytałem,kiedy ty pożerałaś wzrokiem
Alex’a.Mam czuć się zazdrosny?”
”Bardzo zabawne.Nigdzie nie idę”
„Powtarzasz się Aniele”.Postanawiam nie
odpisywać.Nie ma takiej możliwości,że gdzieś z nim pojadę.Wchodzę do sklepu
i robię zakupy.Kiedy wracam do domu gotuję obiad.Tata cały czas siedzi w
swojej sypialni.Od wczorajszego incydentu go nie widziałam.Ale może to i
lepiej.Po zjedzeniu obiadu zmywam naczynia i idę do swojego pokoju.Kładę się
na łóżku i włączam piosenkę.Nawet niewiem kiedy zasypiam.Budzi
mnie dźwięk mojego telefonu.
-Halo?-odbieram nawet nie patrząc kto
dzwoni.-Dzień dobry śpiąca królewno.-wita się wesoło głos.A ja dopiero w tej chwili domyślam się kto dzwoni.
-A to ty.
-Jakie miłe przywitanie.
-Po co do mnie dzwonisz?Wiesz,która godzina.-mówię i spoglądam na zegarek 3:30.Zabiję go.
-Wiem.Stęskniłem się.Miałem nadzieję,że nie śpisz.
-Nadzieja matką głupich-mówię pod nosem.
-Ej! Słyszałem-mówi zbulwersowany Louis-nieważne.Otwórz okno.
-CO?-pytam zaspanym głosem-Dobrze się czujesz?
-Rewelacyjnie.To słodkie,że się martwisz a teraz otwórz okno.
-Po co?
-Po prostu otwórz.
-Nie.-odpowiadam stanowczo.Nie będzie mi rozkazywał.
-No to idę do drzwi.-na te słowa od razu wstaję z łóżka.Mój ojciec by się nieźle wkurzył gdyby go tu zobaczył a ja mam serdecznie dość kłopotów.
-Dobra–podchodzę do okna i je otwieram. Mój wzrok po chwili przyzwyczaja się do ciemności i wtedy zauważam Louisa.
-Co ty tu robisz?!Bawisz się w Romea?!-krzyczę do niego.
-Chciałem cię zobaczyć,moja Julio.
-Niezłą wybrałeś sobie porę.Skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Popytałem tu i tam.-mówi i uśmiecha się jakby to było coś zabawnego.
-Ty masz obsesję.
-Na twoim punkcie.
-Bardzo śmieszne.-spoglądam na drzwi i mam nadzieję,że mój tata go nie usłyszał bo będę miała przechlapane.-Powinieneś iść.
-Oj no weź nie mogę wejść?
-Nie!
-No to ty zejdź do mnie.
-Tobie już do końca odbiło.-mówię i zamykam okno.Nie ma opcji,że gdzieś z nim pójdę i to jeszcze o tej porze.Wracam do łóżka i wyłączam telefon.Mam go serdecznie dość. Jutro ostatni dzień szkoły.Później weekend i zakończenie roku.Louis wyjedzie na całe dwa miesiące z miasta a ja będę miała nareszcie święty spokój.Z taką myślą odpływam w krainę snów.Jednak nie jest dane mi się wyspać bo budzi mnie koszmar.Kładę się i szczelnie przykrywam kołdrą ale i tak wiem że nie uda mi się zasnąć.Zerkam na zegarek 6:20.Serio?!Ociężale wstaje z łózka i zakładam na siebie jakieś ubranie.Załatwiam poranna toaletę i robię śniadanie.Przechodzę do salonu i włączam jakiś program który akurat leci.Wypadło na "U Kardiaschanów".Kiedy kończę śniadanie jest godzina 7:00.Postanawiam wyjść z domu i pospacerować.Przechodzę przez miasto i dochodzę do szkoły.Idę do klasy i zajmuję jakieś wolne miejsce.Nagle obok pojawia się James-niewysoki blondyn o brązowych oczach.
-Hej-wita się miło.
-Cześć-odpowiadam.Kilka sekund później do klasy wchodzi Louis.
-Zajęte?-pyta i wskazuje na miejsce obok mnie.
-Nie-mówię i uśmiecham się a chłopak zajmuje miejsce obok.
-Zastanawiałem się czy masz jakieś plany na dziś bo...-chłopak jednak nie kończy bo podchodzi do nas Lou,który mu przerywa.
-To moje miejsce.
-A jest podpisane?-pyta blondyn-Nie wydaje mi się.
-Nie rozśmieszaj mnie.
-Możesz usiąść gdzie indziej.
-Niestety nie mogę.
-Ja też nie.-James nie daje za wygraną i nadal kłóci się z brunetem.-Jestem zajęty rozmową z Eleanor więc możesz iść-mówi blondyn ale mina Louisa nie jest za wesołą. Pochyla się i mówi coś Jamesowi na ucho ale na tyle głośno abym mogła usłyszeć.
-Trzymaj się od niej z daleka.Ona jest moja. Ostrzegam cię.-James dłużej się nie kłóci i zmienia miejsce-Tak trudno było?-pyta z sarkazmem i siada obok mnie.-Witaj Julio.
-Spadaj Romeo.
-Nie jesteś za miła-mówi a aj tylko wzruszam ramionami.
-Dzwonienie do ludzi o trzeciej rano też nie jest miłe.
-Wynagrodzę ci to.
-Nie wątpię.-to jedyna lekcja na jakiej Louis w ogóle się pojawił ale mi to nie przeszkadza. Nareszcie mogłam pogadać z dziewczynami z mojej klasy.W sumie temat był jeden-wakacje i studia.Kiedy skończyłam lekcje z dobrym humorem opuściłam szkołę.
Jednak kiedy przechodzę przez plac szkolny zauważam Louisa,który nerwowo kogoś szuka.Postanawiam podejść do niego i wyjaśnić ta dziwną sytuację miedzy nami.





Rozdział niesamowity:D O Eleaonor oglądała "u kardashianow" też to oglądam;) zabawny rozdział, a szczególnie jak jest scenka prawie jak romeo i julia. Czekam na następny<3 ubóstwiam ten blog :*
OdpowiedzUsuń