Strona gówna

Bohaterowie

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 22

Rozdział 22


  -Tylko spokojnie.-słyszę zachrypnięty głos tuż koło swojego ucha a moje ciało całe się napina. Naprawdę nie wiem kto to.Po chwili czuję,że mężczyzna przekręca mnie przodem do siebie.Kiedy widzę Louisa oddycham z ulgą.-Spokojnie to tylko ja.-mówi nadal zmienionym głosem.Wkurzona odpycham go od siebie i mówię:-Wystraszyłeś mnie.
-Spodziewałaś się kogoś innego?Hej Ashley!-macha do mojej przyjaciółki,która stoi z boku i przygląda się całej sytuacji z rozbawieniem.
-Hej.-odpowiada mu-To ja was zostawię.-dodaje i odchodzi w kierunku swojego chłopaka.
-Masz ochotę zatańczyć?
-Nie.-brunet jednak nie zwraca uwagi na moje słowa.Przyciąga mnie do siebie i zaczyna kołysać nami w rytm wolnej piosenki.-Jeden taniec.
-Wiedziałem,że się zgodzisz.
-Zostałam zmuszona.-poprawiam go.
  Po chwili nareszcie piosenka się kończy.
-Chodźmy do chłopaków.Chcieli się przywitać.-kiwam głową i daję mu się poprowadzić w kierunku jego przyjaciół.
-Eleanor!Cześć!-krzyczy Perrie
-Wow!Wyglądasz pięknie.-komentuje mnie Sophia
-Musisz częściej nosić sukienki.-dodaje Harry a Lucy uderza go w ramię
-Dzięki.Wy też wyglądacie niesamowicie.-odpowiadam a po chwili Louis się do mnie przysuwa i mówi cicho:-Nie powiedziałem ci,że pięknie dziś wyglądasz bo dla mnie codziennie wyglądasz przepięknie.-przewracam oczami na jego słowa.
-Naprawdę chciałabym z wami zostać ale olałam właśnie moich przyjaciół,więc...
-Przyprowadź ich tu.
-Pewnie.Chętnie ich poznamy.
-To zaraz wracam.-przechodzę przez pokój,w którym siedzieli przyjaciele Louisa i kieruję się w stronę Ashley i Nicka.Zauważam ich przy barze i idę w ich stronę gdy nagle słyszę jak ktoś woła moje imię.
-Eleanor!-bez wątpliwości jest to głos Kate.Odwracam się a blondynka rusza w moją stronę.Gdy dzielą ją ode mnie dwa kroki,dziewczyna "niefortunnie" się potyka a cała zawartość jej szklanki ląduje na mojej białej sukience.-Eleanor,tak cię przepraszam.Nie chciałam.-mówi ale wiem,że tylko udaje,że jej przykro.
Zrobiła to specjalnie.Na dowód tego na jej twarzy pojawia się uśmiech zadowolenia.
-Nic nie szkodzi Kate.-odpowiadam spokojnie i sięgam po najbliższy alkohol,który znajduje się w zasięgu mojej ręki i nie spuszczając wzroku z blondynki,wylewam na nią zawartość szklanki.-Oh,przepraszam.-dziewczyna jest mega wściekła.Chyba się tego nie spodziewała.Wygląda jakby się miała na mnie rzucić.Na szczęście pojawia się Louis,który staje pomiędzy mną a Kate.Obejmuje mnie w talii i wyprowadza z budynku.
  Siadam gdziekolwiek bo z mojej sukienki i tak nic nie zostało.Próbuję powstrzymać łzy.Jestem wściekła.Może nie powinnam jej oddawać?Ale z drugiej strony,należało jej się.
  Louis łapie mnie za rękę i pomaga mi wstać i ociera moje łzy.
Robi minę zbitego psiaka i gdy widzi,że lekko się uśmiecham on robi to samo.
-Bardzo dobrze,że jej oddałaś.Ktoś w końcu musiał się jej postawić.
-Chyba masz rację.
-Jasne,że mam.
-Ale do środka nie wrócę.
-I bardzo dobrze bo impreza była beznadziejna.-mimowolnie się uśmiecham po czym sięgam do torby i wyciągam telefon z zamiarem zadzwonienia po taxi,jednak Louis uniemożliwia mi to zabierając mój telefon.
-Co robisz?
-Przecież to nie jedyna impreza w okolicy.
-Wracam do domu.
-Mam inny pomysł.
-Znam te twoje pomysły.-łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę bramy.-To,że ja idę z imprezy nie oznacza,że ty też musisz.-wzrusza ramionami i otwiera mi drzwi do swojego samochodu.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 21

Do bohaterów została dodana nowa postać!!!

Rozdział 21

  Następnego dnia budzę się o 12.No to sobie pospałam.
Zerkam na telefon i przeraża mnie ilość nieodebranych połączeń.Jak można zadzwonić tyle razy,w ciągu 4 godzin do jednej osoby?Od razu oddzwaniam do Ashley.
-No proszę,kto raczył zadzwonić.-mimowolnie przewracam oczami.Spodziewałam się takiego miłego przywitania.-Wiesz od której próbuję się do ciebie dodzwonić?Od 8!Już myślałam,że nie żyjesz!
-Nie denerwuj się tak bo ci żyłka pęknie.Gdybyś położyła się o piątej rano spać...
-Czekaj,czekaj.O jakiej piątej?
-Tak to,że mnie wystawiłaś i musiałam iść z Louisem.
-Naprawdę z nim poszłaś?Jeny to super!Co robiliście?Albo nie,nie mów.Opowiesz mi jak przyjdziesz.A skoro o tym mowa,o której będziesz?
-Daj mi godzinę.
-Ok,czekam.-kończy rozmowę a ja idę się szykować.Błyskawicznie zjadam śniadanie,zmieniam ubranie i pakuję do torby najpotrzebniejsze rzeczy po czym wychodzę z domu.Po drodze zachodzę do sklepu i kupuję Ashley lakier do włosów,o który mnie poprosiła.
  Gdy dochodzę do jej domu,pukam w drzwi i czekam.Po chwili otwierają się i widzę w nich panią Benson.Witamy się po czym idę do pokoju mojej przyjaciółki.To co widzę najlepiej opisuje słowo:"chaos".Na łóżku leżą różne gazety pootwierane na stronach dotyczących makijażu i fryzur. Obok na biurku są porozkładane różne kosmetyki a na podłodze walają się buty i torebki.
-Wow.-mój głos powoduje,że Ashley odwraca głowę od ekranu laptopa,na którym oglądała filmik z YT i patrzy na mnie smutnym wzrokiem.
-Ogarnęłam przed twoim przyjściem.
-Właśnie widzę.-przechodzę do nie przez to pobojowisko i podaję jej lakier.
-To ten?Błagam,powiedz,że tak.
-Nie ale może być.-oddycham z ulgą gdy ona odwraca się do lusterka i próbuje namalować sobie kreskę.-Znowu nie tak!
-Jak doszło do tego,że twój pokój wygląda...no tak jak wygląda?
-Bez przesady.Próbuję zrobić makijaż w stylu Kim Kardashian ale mi nie wychodzi.Jak skończę to zajmę się tobą.
-Tylko niech to będzie dzisiaj.
-Lepiej mi podziękuj i opowiedz o swojej randce.
-To nie była randka.
-Jasne.
-Trudno jest nazwać randką,spotkanie 10 osób,które włamują się do kina,na lodowisko...
-Czekaj!Jakie 10 osób?Jakie lodowisko?-przerywa malowanie i patrzy na mnie zdiwiona a ja wszystko jej opowiadam.
  -A ty co robiłaś?-pytam kiedy kończę swoje opowiadanie
-Poszliśmy na kolację a potem do mnie.Rodzice niby go znają ale nie chcieli się zgodzić abym pojechałą z nim na wakacjie.I wiesz co?Zmienili zdanie.
-To świetnie.-cieszę się razem z nią bo wiem jak jej na tym zależało.
  Kiedy Ashley wreszcie kończy się malować,pomaga mi.Po godzinie jesteśmy gotowe i czekamy na Nicka.
-Właściwie to dlaczego Kate robi tą imprezę dzisiaj?Przecież wczoraj było zakończenie roku,był bal maturalny i impreza z przed dwóch tygodni?
-To Kate.Nie wyrobiła się z przygotowaniami.Czytaj jej projektantka się nie wyrobiła.-wychodzimy z jej domu w tej samej chwili gdy podjeżdża Nick.Wsiadamy do samochodu i jedziemy na imprezę.
  Po krótkiej drodze znajdujemy się pod domem Kate.Podchodzimy do drzwi przy których stoi napakowany ochroniarz i podajemy mu zaproszenia.Sprawdza kartki i wpuszcza nas do środka.Przechodzimy przez hol i kierujemy się w stronę salonu gdy zatrzymuje nas gospodyni imprezy.Ubrana jest w różową sukienkę,w której wygląda jak lalka Barbie.Brakuje jej tylko Kena i białego pudelka.
-Alison i Elle.
-Ashley i Eleanor.-poprawia ją moja przyjaciółka ale Kate tylko przewraca oczami
-Fajnie,że przyszłyście.Bawcie się dobrze.-mówi po czym odchodzi do swoich przyjaciółeczek.Po chwili dołącza do nas Nick,który parkował samochód i idziemy do baru.
-Dla mnie piwo.A dla was?
-Jakiś drink.-po chwili barman stawia przed nami zamówione napoje.Upijam dosłownie łyk bo Ashley łapie mnie za rękę.
-Kocham tą piosenkę.Musimy zatańczyć.
-Ja sapsuję.-blondyn podnosi alkohol i upija łyk.
-Jak chcesz.-moja przyajciółka dosłownie pędzi na parkiet i przeciska się bliżej DJ'a.Gdy wreszcie się zatrzymujemy,zaczynamy tańczyć w rytm music
Kiedy piosenka się kończy,czuję jak ktoś kładzie swoją rękę na mojej talii a drugą zakrywa mi usta.

piątek, 31 października 2014

Rozdział 20

Rozdział 20

  -To jaki film oglądamy?
-Jak to jaki?-pyta wyraźnie poirytowana Perrie-Oczywiście,że...
-Nie.Błagam nie "Titanic".Znasz to na pamięć.
-No to "Romeo i Julia" z Leonardo DiCaprio.-chłopcy równo wydają z siebie jęk niezadowolenia.
-Najpierw obejrzymy jakiś wasz denny romans a potem fajny horror.-decyduje Harry a reszta oprócz Pezz,która źle reaguje na to jak chłopak określił jej ukochane filmy,chętnie się zgadza.
  Dziewczyny stają z boku i wybierają film,który mamy obejrzeć,Słucham tytułów,które niewiele mi mówią ale jak mogę się domyślić dotyczą komedii romantycznych.W końcu po sprzeczkach i kłótniach dziewczyny typują dwa filmy.Dziewczyny mam na myśli Perrie i Lucy,które wręcz uwielbiają romanse.
-Głosujemy.Albo "Bezpieczna przystań"albo "I że cię nie opuszczę".-wybieram ten drugi,z resztą jak większość dziewczyn.Sophia podchodzi do Liama i mówi mu tytuł.On gdzieś znika a my częstujemy się popcornem i zajmujemy miejsca w sali kinowej.Siedam obok Lucy a po mojej drugiej stronie miejsce zajmuje Perrie.Będę żałować,że tu usiadłam.Już w tedy gdy główni bohaterowie biorą ślub w muzeum blondynka łapie mnie za ramię i piszczy z ekscytacji.Dogadałaby się z Ashley.Co pewien czas podczas filmu komentuje sytuacje na ekranie.Słowa typu:"Ale słodko"lub"Ja też tak chcę" niemal cały czas padają z jej ust.Na szczęście chłopcy długo nie wytrzymują i już po chwili wszędzie lata popcorn i słychać nasze śmiechy uciszane przez Pezz i Lucy.Kiedy wreszcie film się kończy Li rozdaje każdemu okulary do 3D i idzie włączyć horror a my zmieniamy miejsca.Lilly chce usiąść obok Nialla ale ten sadza ją sobie na kolana.Pozostałe dziewczyny robią podobnie albo zajmują miejsca obok swoich chłopaków.Nie pozostaje mi nic innego jak usiąść obok Louisa.Gdy zauważa mnie obok siebie od razu na jego twarzy pojawia się wesoły uśmiech.
-Jak będziesz się bała...
-Oglądam horrory sama w domu.
-W razie co jestem obok.
-Nie da się nie zauważyć.A co to za film?
-"Grave Encousters".-słyszałam o tym filmie ale nie ukrywając faktu bałam się go obejrzeć sama.
  Co pewien czas,któraś z dziewczyn piszczy albo podskakuje ze strachu.Za to chłopcy są oazą spokoju.Jakby znali ten film na pamięć i wiedzieli w której sekundzie coś wyskoczy.
  Gdy opuszczamy kino dochodzi 4:30 a ja jestem tak zmęczona,że ledwo trzymam się na nogach.
-Wracajmy już bo jutro będziemy wyglądać jak zombie.-marudzi Sophia a reszta się z nią zgadza.
-Ta bo na co dzień nie wyglądacie jak umarlaki.-komentuje Harry co spotyka się z zabójczym spojrzeniem dziewczyn w jego stronę.
-Ty też pięknością nie grzeszysz.-docinam mu a wszyscy oprócz Bruneta wybuchają śmiechem.
-To było dobre.-mówi Niall i przybija ze mną piątkę.
-To tylko taki żarcik.
-Ale i tak mamy focha.-Lucy udaje obrażoną i odsuwa się od swojego chłopaka.
-Ej!Przecież wszystkie jesteście piękne.-próbuje się uratować Harry po czym dogania Lucy i mówi jej coś na ucho.Louis podchodzi do mnie i obejmuje mnie ramieniem.
-Dla mnie ty jesteś najpiękniejsza.
-I nawzajem?-odpowiadam niepewnie
-Masz wątpliwości co do mojej urody?
-Musimy o tym rozmawiać?
-O tym,że jestem niesamowicie przystojny?Tak.-przewracam oczami i ściągam z siebie jego rękę. Żegnamy się ze wszystkimi i wsiadamy do samochodu.Lou włacza radio i od razu słychać świetny kawałek https://www.youtube.com/watch?v=wjHgiSx0RNQ od razu zaczynam śpiewać a brunet podgłaśnia i przyłącza się do mnie.
  -Było fajnie.-mówię gdy chłopak parkuje pod moim domem.
-A nie mówiłem.
-Chyba nigdy nie byłam tak zmęczona.-otwieram drzwi i chcę wysiąść ale chłopak mnie zatrzymuje.
-Słabe podziękowania.-wskazuje na swój policzek.
-To nie mój problem.-uśmiecham się i opuszczam auto.Mam już odejść ale Louis otwiera okno.
-O której mam jutro być?
-Nie musisz...
-Tylko nie mów,że nie muszę po ciebie przyjeżdżać bo i tak to zrobię.
-Ale my...
-I nie mów,że nie idziemy razem.-patrzę na niego morderczym wzrokiem a on o dziwo nie zaczyna się śmiać ale jest poważny-Powiedz.tylko szczerze,tak bardzo cię denerwuję,że nie chcesz ze mną iśc?Nie wiem nie lubisz mnie?Jestem beznadziejny,wiem ale...
-Przestań.-przerywam mu i wsiadam do auta.-Nie jesteś beznadziejny i jasne,że cię lubię.No i tak bardzo mnie nie denerwujesz.-mówię a na jego twarzy pojawia się delikatny uśmiech.
-Wiem,że jestem nachalny ale naprawdę się staram.Przepraszam nie mam prawa za ciebie decydować.Jeżeli nie chcesz ze mną iść to nie będę cię zmuszać.To ostatnia wspólna impreza i powinnaś się dobrze bawić.-patrzę na niego zaskoczona.Spodziewałam się wszystkiego ale nie tego.-Przepraszam,że przeze mnie nikt cię nie zaprosił.Jestem strasznym...
-Nie kończ.Cokolwiek chciałeś powiedzieć to nie prawda.Jesteś wspaniały i dziś mi to udowodniłeś.-całuję jego policzek-Chętnie pójdę z tobą na tę imprezę.Ale nadal nie musisz po mnie przyjeżdżać bo będę u Ashley a potem Nick nas zawozi.Więc spotkamy się na miejscu.
-Okey...-mówi ale po jego minie mogę stwierdzić,że nie chętnie się na to zgadza.-Śpij dobrze.
  Wchodzę do domu i idę do swojego pokoju.Biorę prysznic jak najszybciej się da bo jedyne o czym marzę w tej chwili to moje łóżko.
 

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 19

Rozdział 19

  Brunet pochyla się a ja zamykam oczy.Ale nie czuję jego ust na swoich tylko obok.Zdziwiona otwieram oczy i zerkam na Louisa.Później patrzę nad jego ramieniem na policjanta.Mężczyzna przechodzi obok nas i robi zniesmaczoną minę.Rozgląda się jeszcze chwilę,po czym odchodzi.Nie mogę uwierzyć,że się na to nabrał.
-Poszedł.-informuję chłopaka a on odsuwa się ode mnie na kilka centymetrów nie spuszczając swoich rąk z mojej tali.Rozgląda się i sprawdza czy aby na pewno nikt więcej się tu nie kręci.-Dlaczego mnie nie pocałowałeś?-mój głos sprawia,że chłopak skupia swój wzrok na mnie.
-Bo wiem,że byś tego nie chciała.
-Za pierwszym razem cię to nie obchodziło.
-To był impuls...
-Chyba nerwowy.-na moje słowa uśmiecha się ale szybko poważnieje.
-Włożyłem całą swoją silną wolę aby cię nie pocałować.Powinnaś to docenić.-udaje urażonego.
-Doceniam.-chłopak patrzy na mnie z powątpiewaniem-Naprawdę.Z resztą i tak było za blisko ust.-brunet uśmiecha się-Powinniśmy wracać.Mam nadzieję,że znasz drogę powrotną.
-To ja wymyśliłem GPS.-odpowiada i zaczyna iść w kierunku,z którego przybiegliśmy.Skręcamy parę razy ale nie jestem w stanie stwierdzić czy to ta sama droga.Poprostu wierzę,że Lou lepiej się orientuje gdzie jesteśmy.Przechodzimy jeszcze przez kilka ulic aż moim oczom ukazuje się samochód Louisa.Czuję ogromną ulgę bo jestem pewna,że deszcz nie zostawił na mnie suchej nitki.Czym prędzej do niego biegniemy i wsiadamy do środka.
-Ale zimno.-mówię i zaczynam pocierać przemarznięte ramiona.-Błagam włącz ogrzewanie.
-Raczej nic z tego.
-Żartujesz?!
-To nie moja wina.-mówi obronnym głosem-Miej pretensje do Zayna.To on jest nerwowy.
-Nie mogłeś jej naprawić?-chłopak odwraca się i unika mojego wzroku.Ignoruję jego zachowanie i ściągam mokrą bluzę.Ale Louis zamiast pójść w moje ślady,wychodzi z auta.Dobra mu już do końca odbiło.Wyglądam przez okno i próbuję zobaczyć co robi ale krople deszczu skutecznie zasłaniają wszystko.Po chwili chłopak wraca z kocami w ręku,które jak się okazało wyciągnął z bagażnika i siada z tyłu.Ściąga bluzę i wyciąga rękę w moją stronę.
-Choć.-niepewnie chwytam jego dłoń a on pomaga mi przejść z przedniego miejsca.Jednak zamiast usiąść na miejscu obok niego,sadza mnie sobie na kolana.Bierze koc i nas przykrywa.Nie wiem czy to dlatego,że jestem zaskoczona czy dlatego,że jest mi ciepło ale po prostu nie reaguję.
-Nie musiałeś iść.-mówię po chwili ale on tylko wzrusza ramionami-Dziękuję.-dodaję cicho i widzę jak się uśmiecha.
  Siedzimy tak jakiś czas dopóki nie dzwoni telefon Louisa.
-...tak...w samochodzie...A co z wami?...To dobrze...Ok-rozłącza się i chowa komórkę.-Już idą. Niedawno udało im się uciec.-Oddycham z ulgą.Na szczęście udało im się uciec.Chociaż z drugiej strony nie zazdroszczę im biec w taką ulewę.Jest jeszcze gorzej niż kiedy my uciekaliśmy.Zsówam się z kolan Louisa i siadam z boku.
-Gdzie znowu jedziemy?Tym razem może coś legalnego?
-Prawie?
-Prawie.-powtarzam zaskoczona.Przed chwilą goniła nas policja a oni nadal chcą się gdzieś włamać. Nagle ktoś puka w okno i podskakuję wystraszona.Drzwi otwierają się i do środka wpada Liam z Zaynem.
-Ty nie masz wstępu do tego samochodu.-mówi Lou patrząc nad ramieniem Liama i posyła ciemnowłosemu ostrzegawcze spojrzenie.Zayn robi minę niewiniątka i zostaje w aucie.
-Jest zmiana planów i jedziemy do kina.
-O pierwszej w nocy?-wcinam się-Kino jest zamknięte.
-No właśnie.
-Nie musimy stać w kolejce.
-Sami wybieramy film.
-Nie płacimy za bilety.-wymieniają jakby ich argumenty miały mnie przekonać,że to świetny pomysł.
-Policję też zaliczacie to tych swoich "plusów"?
-Zapaliliśmy światła na lodowisku a w kinie nie ma okien.Nikt nawet nie zauważy,że jesteśmy w środku.
-A w ogóle umiecie włączyć film?
-Pracowałem tam jakiś czas i zajmowałem się włączaniem filmów.-tłumaczy Li-A no i nie spalam pocornu.-otwierają drzwi i biegną do swoich samochodów.Przesiadamy się na przód samochodu a ja wiem,że to zły pomysł.Ale oni zdają się w ogóle nie przejmować konsekwencjami,które mogą nastąpić gdyby ktoś złapał nas w kinie.

czwartek, 25 września 2014

Rozdział 18

Rozdział 18

Wchodzimy do budynku i kierujemy się w stronę magazynu gdzie znajdują się łyżwy.Każdy znajduje swój numer i zmienia obuwie po czym idziemy na lodowisko.Perrie i Lily w ogóle sobie nie radzą.Ja na szczęście potrafię jeździć podobnie jak Sophia i Lucy.Z męskiej części jedynie Zayn umie poruszać się na łyżwach.Właśnie podjeżdża do Pezz i uczy ją jazdy.Pozostali chłopcy stoją przy barierce i kurczowo jej się trzymają a gdy któryś się poślizgnie wybuchają głośnym śmiechem.
-Myślę,że trzeba im pomóc.-odzywa się Lucy a my zerkamy w stronę chłopaków.
-Ej zaraz zrobię szpagat!-krzyczy spanikowanym Niall.Bez zastanowienia jedziemy w ich stronę i przyspieszamy gdy widzimy blondyna w sporym rozkroku.Sophia i Lucy pomagają mu a ja podjeżdżam do Louisa.Nauczył mnie dziś kilku rzeczy więc myślę,że mogę mu się odwdzięczyć.
-Jeżeli chcesz mogę cię nauczyć.-proponuję mu ale w zamian otrzymuję tylko jego przerażone spojrzenie.-To nic trudnego.-wyciągam w jego stronę rękę,którą po chwili wahania łapie.Odciągam go kawałek od barierki i tłumaczę co musi robić.
-Dobra.Chyba łapię.-brunet stoi z wyciągniętymi rękami,cały sztywny i wystraszony
-Na razie tylko stoisz.-podnosi na mnie swój wzrok i patrzy na mnie przerażony-Teraz musisz się odepchnąć.-kieruję go a on robi co mówię.Ćwiczymy jeszcze chwilę.Po paru wywrotkach Louis radzi sobie bez mojej pomocy.Zostawiam go i idę zobaczyć jak idzie Perrie.Dziewczyna siedzi na ławce i ściąga łyżwy.
-Kto to wymyślił?-pyta wkurzona-Mam dość.
-Świetni ci szło.-dziewczyna nie odpowiada ale widzę delikatny uśmiech na jej twarzy.
-Wiesz dlaczego wybraliśmy dom Kate?-pytanie mnie zaskakuje ale w sumie nie zastanawiałam się dlaczego to jej samochód był naszym celem.Ja mam za co jej nie lubić ale nie wiem jak reszta.Kręcę przecząco głową i czekam na to co powie blondynka-Każdy z nas ma swoje powody by jej nie lubić.Ja jej wręcz nienawidzę.Przez nią straciłabym Zayna.-widzę,że chciałaby coś dodać ale wspomnienia są chyba zbyt przytłaczające.
-Musimy jechać!-krzyczy Liam a Perrie od razu zakłada łyżwy.
 Dojeżdżamy do reszty i idziemy do szatni aby zmieni buty.Harry i Niall wyłączają oświetlenie dokładnie w tej samej chwili gdy pojawiają się czerwone i niebieskie światła.
-Prosimy opuścić budynek.-słyszymy głos jakiegoś funkcjonariusza krzyczącego przez megafon.
-Co teraz?
-Nie możemy dać się złapać.
-Ale to jedyne wyjście z budynku.
-Nie są jeszcze tylne drzwi.-patrzymy po sobie i rozważamy za i przeciw.
-Dobra.-decyduje Louis.Kierujemy się na tył budynku po czym wybiegamy z lodowiska.Niestety zauważa nas policjant.
-Hej wy!-krzyczy a my puszczamy się biegiem w przeciwną stronę.Gdy oddalamy się na bezpieczną odległość przerywamy bieg i ciężko dyszymy.
-Rozdzielmy się.-proponuje ktoś
-To głupi pomysł.
-Co jak kogoś złapią?!
-Oddzielnie będzie łatwiej uciec.
-Hej!-słyszymy już znajomy głos mundurowego.
-Rozdzielamy się.-Louis łapie mnie za rękę i pędzimy w ciemne uliczki.Staliśmy najbliżej policjanta i ten oczywiście zaczął gonić nas.
 Chłopak skręca w zupełnie nieznane mi uliczki i jestem pewna,że gdyby teraz mnie zostawił nie znalazłabym drogi powrotnej.Biegniemy jeszcze jakiś czas dopóki nogi nie odmawiają mi posłuszeństwa.
-Daj mi chwilkę.-mówię gdy się zatrzymujemy i opieram się o mokrą ścianę.Oczywiście musiało zacząć padać.Rozglądam się w poszukiwaniu jakiejkolwiek znanej mi ulicy ale nic z tego.Chyba nawet nie byłam w tej części miasta.Błądzę wzrokiem po budynkach i wtedy zauważam policjanta.
-Louis.-chłopak odwraca wzrok w stronę gdzie stoi funkcjonariusz,który jeszcze nas nie zauważył.-Biegniemy.
-W ślepą uliczkę?-rozglądam się i widzę,że mamy trzy drogi do wyboru. Ślepą uliczkę,ulicę z policjantem lub tą z której przybiegliśmy.Ale gdybyśmy wybrali ta ostatnią na pewno by nas zobaczył.
-Co robimy?-pytam z nadzieją,że Louis ma jakiś plan.Brunet zakłada kaptur i kładzie swoje ręce na mojej tali.-Louis?Co chcesz zrobić?
-Obejmij mnie.-robię co mówi i wpatruję się w niego-Musimy udawać,że się całujemy w tedy odpuści.-Nie jestem pewna co mam robić ale mam nie odparte wrażenie,że to może zadziałaćBrunet pochyla się a ja zamykam oczy.

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 17

Rozdział 17

 Gdy światła się zapalają po prostu stoimy osłupieni i nie jesteśmy w stanie wykonać żadnego ruchu.
-Spadamy.-dopiero głos Louisa sprawia,że zaczynamy wycofywać się w stronę bramy dokładnie w tej samej chwili gdy ojciec Kate wychodzi z domu.Starszy mężczyzna ubrany jedynie w szlafrok mierzy nas wzrokiem i spogląda na jajka w naszych dłoniach a potem na samochód córki.
-Będziecie mieć problemy.-mówi oskarżycielskim tonem.Czym prędzej zaczynamy biec.Przechodzimy tak jak wcześniej przez bramę i po chwili siedzimy już w samochodzie.Lou czym szybko odpala silnik i odjeżdżamy z piskiem opon.
 Kiedy oddalamy się spory kawałek od domu zołzy zaczynamy się głośno śmiać.
-Było świetnie.
-A będzie jeszcze lepiej.-obdarzam Louisa zdezorientowanym spojrzeniem.Po tym co zrobiliśmy jestem pewna,że mogę spodziewać się wszystkiego.-Umiesz grać w golfa?
-Nie?-odpowiadam niepewnie zaskoczona jego pytaniem.-A dlaczego pytasz?-wzrusza ramionami.
-I jak przemyślałaś moją propozycję co do wakacji?-znowu zmienia temat.Uwielbiam kiedy to robi.
-Już ci powiedziałam co o tym myślę.
 -Miałem nadzieję,że zmienisz zdanie.Propozycja jest nadal aktualna.-rozmawiamy jeszcze przez chwilę dopóki moim oczom nie ukazuje się wielki napis:"Pole do golfa".
-Chyba jest zamknięte.
-O to chodzi.-wychodzimy z samochodu i wspinamy się po ogrodzeniu.Jak dobrze,że założyłam długie spodnie.
-Zrobimy dziś coś legalnego?-pyta z nadzieją Lily gdy znajdujemy się po drugiej stronie.
-Raczej bym na to nie liczyła.-odpowiada Sophia w tym samym czasie gdy chłopcy otwierają magazyn następnie wyjmują kije i piłki do golfa.Każdy bierze kij a potem kierujemy się na pole i "rozpoczynamy"grę.To znaczy chłopaki ganiają się z kijami a my próbujemy grać.
Z tego co widzę nie jestem jedyną dziewczyną,która sobie nie radzi.Dopiero po jakiś 15 minutach się ogarniają i zaliczają pierwsze dołki a potem pomagają nam.
-Choć,nauczę cię grać.-mówi Louis i ciągnie mnie do jakiegoś dołka.-Pochyl się.-robię co mówi-Weź zamach.Nie,nie tak.-brunet staje za mną i kładzie ręce na moich.Ustawia mnie w odpowiedniej pozycji,robi zamach i uderza w piłkę,która trafia idealnie do dołka.
-Wow.Jest coś czego nie potrafisz?-pytam
-Raczej nie.-brunet uczy mnie jeszcze chwilę a potem próbuję zagrać sama.Staję w odpowiedniej pozycji a potem uderzam w piłkę,która trafia w dołek.Podskakuję i tańczę tanie radości.
-Widzisz to nie takie trudne.Ale nad tańcem musimy jeszcze popracować.
-Musimy się zbierać!-krzyczy Zayn.Znowu wspinamy się po ogrodzeniu i przechodzimy na drugą stronę.Kiedy jestem na górze nie zauważam wystającego drutu i rozcinam sobie rękę,co nie uchodzi uwadze Louisa,który łapie mnie w tali i pomaga mi zejść.Bol jest straszny.Czuję łzy spływające po moich policzkach ale mimo wszystko staram się być spokojna.
-Zaciśnij rękę.-mówi Lou po czym schyla się i wyciąga z samochodu apteczkę.
-Wszystko w porządku?-pyta przejęta Lucy ale nie tylko ona na taką taką wygląda.Wszyscy stoją wokół mnie z zaniepokojonymi minami.
-Jasne.-mówię lekko drżącym głosem.-Wcale nie boli.-chociaż łzy na moich policzkach mówią co innego.
-Jedźcie,zaraz przyjedziemy.-mówi Louis opatrując moją dłoń.Pozostali uśmiechają się do mnie,wsiadają do swoich samochodów i odjeżdżają.
-Na szczęście nie jest głęboko rozcięta.Obejdzie się bez zszywania.-uśmiecha się i przyciąga moją rękę do swoich ust po czym delikatnie ją całuje.Posyłam mu zdziwione spojrzenie.
-Żeby nie bolało.-wyjaśnia.
-Wierzysz w takie rzeczy?-pytam gdy jedziemy w nieznanym mi kierunku.
-A boli?
-Nie.
-Sama widzisz.-przewracam oczami.
-Dużo jeszcze tych atrakcji?
-A co nudzisz się?
-Nie ale jest 22:26 i zastanawiam się co jeszcze można robić?
-Jeździłaś kiedyś nocą na lodowisku?
-Nie.
 Kiedy jedziemy,jak przypuszczam na lodowisko,chłopak opowiada mi jak zatrzymała go policja bo jechał za wolno.
-Naprawdę,nie wiedziałem o co chodzi.-wybucham śmiechem.Chyba nie jestem w stanie wyobrazić sobie Louisa,który jedzie wolno i zgodnie z przepisami.Tym bardziej,że wiem co potrafi robić na motorze i jak prowadzi samochód.Opowiada mi jeszcze kilka swoich historii aż dojeżdżamy do budynku,w którym znajduje się lodowisko.

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 16

Rozdział 16
 
-Start!-krzyczy Steve i po chwili słychać uruchamiane silniki.Louis od razu daje gazu.Myślę,że nawet gdybym zaczęła krzyczeć to i tak by nie zwolnił.Chociaż z drugiej strony jestem tak przerażona,że nie jestem w stanie wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku.
 
Na początku trasa jest spokojna,później robi się pod górkę i to dosłownie.Na każdej z nich Lou skacze a ja mam wrażenie,że zaraz się rozbijemy.
-Chcesz prowadzić?-od razu kręcę głową i teraz cieszę się,że brunet nie wziął oddzielnego pojazdu dla mnie.Jestem pewna,że nie przejechałabym nawet dwóch metrów,nie mówiąc o całej trasie.
  Jeździmy jeszcze jakiś czas.A ja stwierdzam,że nawet zaczyna mi się podobać.(Ale tylko odrobinkę)Gdy zbliżamy się do końca Louis gwałtownie hamuje a nasz kład niebezpiecznie pochyla się do przodu.Brunet szybko reaguje i chwilę potem znów jedziemy prosto.Przekraczamy linię,Louis zatrzymuje kłada a ja czym prędzej z niego schodzę.Po chwili chłopak robi to samo i patrzy na mnie wyczekująco.
-I?-pyta opierając się o pojazd.
-I,co?-o mało się nie wywaliliśmy a jedyne co ma do powiedzenia to "i".
-Jak było?
 
-Prawie nas zabiłeś!
-Wygraliśmy!-mówi szczęśliwy jakby to na serio miało jakieś znacznie.Podchodzi do mnie z zamiarem przytulenia ale ja się odsuwam.
-Nie dotykaj mnie.
-Nie mów,że masz focha.Przecież nic się nie stało.-nic nie odpowiadam i odwracam wzrok w inną stronę.Poźniej przyjeżdżają po kolei:Niall,Harry,Zayn i Liam.-No i kto wygrał?-pyta nadal dumny Lou.Dziewczyny schodzą z pojazdów i razem idziemy na trybuny w tym samym czasie gdy chłopaki zabierają kłady i idą jeździć.
-Zawsze tak robią.Muszą się popisać.-tłumaczy Perrie a my wybuchamy śmiechem.
-Jak długo ty i Zayn jesteście razem?
-Hmm...2 lata.A ty i Louis...
-My nie jesteśmy parą.
 
-Naprawdę?-pyta jakby nie mogła w to uwierzyć-A pasujecie do siebie.-błagam nie zaczynaj.I ty przeciwko mnie?-Znałam kilka dziewczyn Louisa i z nikim nie widziałam go tak szczęśliwego.-zaskakują mnie jej słowa.Myślałam,że raczej będzie chciała mnie ostrzec.Coś typu żebym nie robiła sobie nadziei.A tu,zaskoczenie.Może to wszystko co mówi Louis,ta jego "wielka miłość"czy co to tam,nie jest kłamstwem?Może po prostu jest samotny?A co jeżeli potrzebuje towarzystwa?Kogoś komu mógłby zaufać.Kogoś oprócz przyjaciół?Ale dlaczego akurat ja?Nie mam pojęcia.Ale muszę się dowiedzieć.
  Rozmawiam z resztą dziewczyn dopóki nie wracają chłopaki.Znowu wsiadamy na maszyny ale tym razem aż tak nie pędzimy.Oddajemy kłady i wsiadamy do samochodów.
-Gdzie dalej?
-Do domu koleżanki.-jego odpowiedź mnie nie satysfakcjonuje ale przynajmniej wiem czego mogę się spodziewać.
-A czym właściwie zajmują się twoi rodzice?
-Mają sieć hoteli.Od czasu do czasu jeżdżą i robią niezapowiedziane wizyty.Sprawdzają czy wszystko jest w porządku,czy goście są zadowoleni...i takie różne.A twoi?
-Są rozwiedzeni.Mama mieszka w Amsterdamie a ja z tatą.-Louis patrzy na mnie podejrzliwie jakby łączył fakty.Jeżeli coś sobie uświadomi no to wpadłam.
-Pewnie brakuje ci mamy.-"taty też"mam ochotę powiedzieć ale tylko potakuję głową
-Na jak długo wyjeżdżają?
-Miesiąc.Czasami dwa.Nie lubię być sam w domu.Kiedy ich nie ma rzadko w nim bywam.
-Gdybym miała takich przyjaciół jak ty,pewnie też nie siedziałabym w domu.A właściwie jak długo się przyjaźnicie.
-Od przedszkola.-uśmiecha się,nie odrywając wzroku od drogi i dodaje-Czasem mam wrażenie,że to oni są moją prawdziwą rodziną.
 
 Chwilę potem parkujemy pod pięknym domem,który wygląda jak pałac.Piękna,ozdobna brama,zadbany ogród,który wypełniony jest przeróżnymi rodzajami kwiatów no i basen.Mam wrażenie,że jest większy od mojego pokoju.
-Co tu robimy?-pyta Lucy ale nie otrzymje odpowiedzi.Zayn idzie do bagażnika i wyciąga jakieś pudełka.Jak się okazuje w środku są jajka.
-To dom naszej kochanej Kate.A to.-wskazuje na jajka-Prezent.-kierujemy się w stronę bramy.Wspinamy się po niej by po chwili znaleźć się na podwórku królowej zołzy.
-To kto chce rzucać pierwszy?-pyta Harry rozdając każdemu "amunicję".Kiedy wszyscy są gotowi do rzutu Liam wskazuje na samochód Kate-czysty,prosto z myjni,jeszcze okapuje wodą.
-Możemy zacząć od samochodu.-proponuje Lucy
 
-Chcę pierwsza.-odzywa się Perrie.-Podnosi jajko,bierze zamach i rzuca,robiąc piękną plamę na czerwonym kabriolecie.Poźniej każdy idzie w jej ślady.Kiedy jej samochód jest cały brudny Louis pisze na masce:"ZOŁZA".Niall otwiera ostatnie pudełko.
-Jej pokój?
-Jej pokój.
-Które okno?
-Tamto-wskazuje Sophia a wszyscy dziwnie na nią patrzą-No co?Przyjaźniłyśmy się.-Louis szykuje się do rzutu.
-Nie ma szans,że dorzucisz.-mówi Harry
-Wątpisz we mnie?
-Jak trafisz dam ci stówę.Ale jeżeli ja też trafię to ty płacisz mi.
 
-Przyjmuję wyzwanie.-odpowiada pewnie po czym bierze zamach i rzuca,trafia idealnie w środek okna.Odwraca się wyraźnie zadowolony do lokowatego-Trzeba mieć cela.
-Jasne.Albo szczęście.-odpowiada wyraźnie niezadowolony brunet.
-Ja mam to i to.-tym razem Harry szykuje się do rzutu ale w tej samej chwili w domu zapalają się światła.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 15


Uwaga:Pojawiły się nowe postacie!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział 15
-Co tu robisz?-pytam wkurzona
-Proszę,to dla ciebie.-mówi i wręcza mi kwiat
-Dzięki.-odpowiadam chłodno i biorę różę-A wracając do pytania,co tu robisz?
-No jak to co?Przyjechałem po ciebie?
-Ale nie ma 17.
-Wiem ale jest 16:30 a ty nie jesteś gotowa ani w trakcie przygotowań.-kręci głową-Wiedziałem,że tak będzie.
-Nadal nie rozumiem po co tu jesteś,bo ja nigdzie nie idę.
-Ta słyszałem to już.-macha obojętnie ręką a ja myślę,że jest drugą osobą na mojej liście śmierci.-To gdzie twój pokój?-pyta i rozgląda się po mieszkaniu.
-Chyba żartujesz!Nigdzie nie idę.-Louis nic nie robiąc sobie z moich słów,podchodzi do mnie i bierze mnie na ręce i zaczyna wchodzić po schodach-Louis.-zaczynam spokojnie-Louis!-teraz krzyczę a chłopak zatrzymuje się-Puśc mnie.
-Pod jednym warunkiem,-wzdycham-Przebierzesz się i pojedziesz ze mną.
-Dobra.
-Dobra,co?
-Zmienię ubranie i z tobą pojadę.Zadowolony?-Louis uśmiecha się i odstawia mnie na ziemię.
-Tak trudno było?-posyłam mu mordercze spojrzenie po czym odwracam się i idę na górę ale zatrzymuję się gdy słyszę kroki za sobą.
-Gdzie się wybierasz?
-Idę z tobą.-kładę rece na jego ramiona i odwracam  go tak,że stoi plecami do mnie.
-Zostajesz.-wchodzę do swojego pokoju i zamykam drzwi po czym szukam ubrań.Postanawiam założyć czarne leginsy i jakąś koszulkę.Kiedy mam zdjąć bluzkę do pokoju wchodzi Louis.-miałeś zostać na dole.-mówię oskarżycielskim tonem.
-Ładny pokój.-mówi rozglądając się po pomieszczeniu
-Możesz wyjść?
-Lepiej się pośpiesz bo się spóźnimy.-kładzie się na łóżku-Zaczekam.-dodaje z uśmiechem.Zabieram ubranie i idę do łazienki.Przebieram się,poprawiam włosy i makijaż.Kiedy jestem gotowa wychodzę z toalety i wchodzę do swojego pokoju ale nie widzę w nim Louisa.Schodzę na dół a chłopak stoi przy drzwiach z moją kurtką.
-Teraz to na pewno się spóźnimy.-biorę od niego kurtkę i kiedy wychodzimy z domu ją zakładam.
  -Gdzie jedziemy?-pytam gdy jesteśmy już w samochodzie-Tylko nie mów nic w stylu:”zaraz zobaczysz”albo”To niespodzianka”.
-Chcesz znać wszystkie miejsca?
-Wszystkie?
-Mamy sporo planów na dziś.
-A kto tam będzie?
-Harry,Niall,Liam i Zayn.Kojarzysz ich?-ptakuję głową a on mysli nad resztą osób-A no i jeszcze Perrie,dziewczyna Zayna, i Sophia,dziewczyna Liama.
-A Harry i Niall?
-Kto wie.Może kogoś zabiorą.
-Czyli tylko Zayn i Liam mają dziewczynę?-Lou kiwa głową-A ty Niall i Harry nie?-pytam bo ciężko mi w to uwierzyć.
-Tak.Mają proplem ze znalezieniem tej jedynej.
-A ty,nie?
-Ja ją już znalazłem.-patrzy na mnie znacząco-Ona jeszcze nie wie,że dla niej też jestem tym jedynym.
-Jesteś niemożliwy.-mówię z uśmiechem a on patrzy na mnie jakby nie wiedział o co chodzi.-Oryginalne wyznanie uczuć.
-Ja wiem co to romantyzm.
-Nie ma co to tego wątpliwości.Dobra ale nadal nie wiem gdzie jedziemy.-Louis nie odpowiada i parkuje samochód przed jakimś budynkiem.Kiedy wysiadamy brunet uświadamia mnie gdzie jesteśmy.
-Mam nadzieję,że umiesz jeździć na kładach.
-Chyba żartujesz.-zaczynam wycofywać się do tyłu ale wpadam na Louisa
-Przecież ja tam będę.
-To żadne pocieszenie.-chłopak obejmuje mnie i dodaje cicho-będzie fajnie.Obiecuję.-bierze moja rękę i ciągnie mnie do środka.Kilka metrów dalej stoi grupka nastolatków.Kiedy do nich podchodzimy wszyscy wesoło się uśmiechają.Podchodzi do nas Harry i jakaś ciemnowłosa dziewczyna,którą obejmuje.
-Cześć,jestem Harry.-wita się i podaje mi rękę.-A to Lucy.-dziewczyna uśmiecha się.
-Hej Niall-uśmiecha się blondyn i podaje mi rękę a pożniej robi to jak mi się wydaje,jego dziewczyna.
-Lilly.-Poźniej każdy po kolei mi się przedstawia.Dobrze,ze znam ich imiona ze szkoły bo za żadne skarby świata nie zapamiętałąbym ich wszystkich.
-Dobra idziemy jeździć.-podchodzimy do kasy parami.Kiedy przychodzi nasza kolej Louis wita się ze sprzedawcą-Siema Steve.Jeden.-facet pochyla się i czegoś szuka.
-Nie dwa?-chyba zdał maturę potrafi liczyć
-Nie umiesz jeździć więc pojedziesz ze mną.-teraz zaczynam panikować.
-Trzymaj.Twoje klucze i -brunet odbiera je i kierujemy się w nieznanym mi kierunku.Bierzemy kłada z numerem 4.Wsiada do pojazdu i patrzy na mnie wyczekująco.
-To chyba na jedną osobę.-rozglądam się i zauważam,że Perrie siada pomiędzy nogami Zayna tak jak Lucy.A Sophia i Lily wsiadają.-Naprawdę muszę jechać?-brunet łapie mnie za rękę i pomaga mi wsiąść.Kiedy siedzę pomiędzy jego kolanami wiem,że się uśmiecha.-Nie ciesz się tak.Zrobiłeś to specjalnie.
-Zawsze tak jeździmy.
-Tak w ogóle można?
-Nie ale chłopak,który dał nam klucze to nasz znajomy.Dziś tor powinien być zamnknięty ale dla nas zrobił wyjątek.-fajnych masz znajomych.
-Gotowi?!-krzyczy Niall a wszyscy odpalają silniki.Po chwili orientuję się,że stoimy w jednej lini.A ja wiem co to oznacza.Będziemy się ścigać.

 

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 14


Rozdział 14

-Możemy porozmawiać?-pyta brunet a ja potakuję głową.Alex delikatnie się uśmiecha i prowadzi mnie za ścianę szkoły gdzie nikogo nie ma i nie słychać tego gwaru.-Chciałem wyjaśnić tą wczorajszą sytuację.Naprawdę cię przepraszam.Ja…Nie wiem dlaczego to zrobiłem.Byłem pijany. Naprawdę,nigdy bym cię nie skrzywdził.Jest mi tak strasznie głupio…
-Rozumiem.Serio wszystko jest w porządku.-przerywam mu szybko bo wiem,że nie zniosę ani jednego zdania więcej z przeprosinami.
-Zasłużyłem.-mówi i wskazuje na swoją twarz a ja dopiero teraz zauważam,że na jego wardze znajduje się rozcięcie-Jeszcze raz przepraszam,że okazałem się takim dupkiem.Gdyby dało się cofnąć czas…
-Przestań…
-…to zaprosiłbym cię na tą imprezę wcześniej.A przez to że jestem tchórzem idziesz z Louisem.
-On tylko tak powiedział.Nikt oprócz ciebie nie wie,że idziemy razem.
-Nie chcę cię martwić ale raczej cała szkoła wie.
-Jak to?-pytam zaskoczona
-Amber.-to imię mówi samo za siebie.Plotkara wszech czasów.Wie wszystko o każdym.To jak wikipedia ale zamiast artykułów masz plotki wyssane z palca.
-Super-wzdycham ciężko.
-Kumple po ostatnim meczu coś mówili,że Tomlinson z tobą idzie a w domu słyszałem jak moja siostra rozmawiała o tym ze swoją koleżnaką.-Jestem załamana.Naprawdę liczyłam,że uda mi się jakoś uniknąć pójścia z Louisem.
-Dzięki,że mi powiedziałeś.-kiedy chłopak uśmiecha się blado zauważam za jego plecami Lou,który idzie w naszą stronę.Rozwścieczony brunet delikatnie odsuwa mnie od Alexa po czym łapie go za kołnierz koszulki.
-Chyba powiedziałem,że masz trzymać się od niej z daleka?!
-Tylko rozmawiamy.-odpowiada i podnosi ręce w obronnym geście.
-Za ścianą szkoły?
-Tu jest ciszej.
-Louis…-wtrącam się
-No jasne.Oczywiście.Każda wymówka jest dobra.
-Słuchaj.Chciałem ją przeprosić.
-Akurat.
-Louis.-zaczynam błagalnym tonem bo wiem,że jeżeli się nie odezwę Alex skończy gorzej niż z kilkoma siniakami.Brunet odwraca się w moją stronę.-Chciał mnie tylko przeprosić.-zerka na chłopaka,którego trzyma a potem znów na mnie .-Proszę,zostaw go.-Lou wacha się ale potem go puszcza.
-Jeszcze raz przepraszam.-mówi to patrząc na mnie.Zerka na Louisa.-Narazie-dodaje i odchodzi.Brunet,opiera się jedną ręką o ścianę a drugą przeczesuje włosy.
 
-Przepraszam,ja…-ucina i odwraca wzrok od ziemi i skupia go na mnie.Odpycha się od ściany po czym do mnie podchodzi mnie obejmuje.-Bałem się,że coś ci zrobi.
-Wiem.Naprawdę doceniam to,że mogę na ciebie liczyć ale nie powinieneś działać tak pochopnie.Ale w sumie to dobrze,że przyszedłeś.-brunet odsuwa się i z zaciekawieniem mi się przygląda-Miałam dość słuchania jego przeprosin.-Louis od razu się uśmiecha a ja uwalniam się z jego uścisku-Muszę iść.Ashley zacznie mnie szukać.-chcę wyminąć chłopaka ale mnie zatrzymuje.
-Jak spędzasz dzisiejszy dzień?-no tak impreza jest jutro a dziś ma przyjechać Nick-chłopak Ash i razem mamy świętować zakończenie więc nawet gdybym chciała nie mogę nigdzie iść z Louisem.
-Dasz mi kiedyś odejść bez zatrzymywania?
-Hmm…-Lou udaje zamyślonego-Raczej nie.-wzdycham i przewracam oczami-Więc?
-Mam plany.A teraz muszę iść.-uśmiecham się i odchodzę.Staję na palcach i zaczynam poszukiwania swojej przyjaciółki co jak mi się wydaje nie będzie łatwe przez ten tłum.Po chwili zauważam Ashley jak całuje się z Nickiem.Kiedy wreszcie kończą swoje przywitanie podchodzę do nich.
-Eleanor!-krzyczy wesoło blondyn pochodzi do mnie i przytulamy się na powitanie-Dobrze cię widzieć.-odsówa się i badawczo mi się przygląda-Chyba urosłaś-mówi żartobliwie a ja go klepię w ramie.
-Nadal chcesz być adwokatem?-pytam zastanawiając się czy nadal studiuje prawo.
-Jak trafisz do sądu nie licz na moją pomoc.-rozmawiamy jeszcze przez chwilę a potem obok mnie pojawia się Louis,który obejmuje mnie ramieniem.
-Co tu robisz?-pytam wkurzona
-Przedstawisz nas sobie?-słyszę Nicka
-Jasne.-odpowiadam z wymuszonym uśmiechem- To jest Ashley i jej chłopak Nick.-ściskają sobie ręce-A to Louis.
-To co namyśliłaś się na moją propozycję?
-Jaką?-pytam zdezorientowana
-Ja i kilka osób jedziemy zaszaleć.A może chcielibyście pojechać z nami?-pyta moich przyjaciół.Widzę po ich minach,że rozważają tę propozycję.
Zaczynam dyskretnie kręcić głowa tak aby Louis tego nie zauważył.Ash chce coś powiedzieć ale jestem szybsza.
-Dzięki za propozycję ale mieliśmy ten dzień spędzić razem.-wskazuję na blondynkę i jej chłopaka
-No właśnie El bo nie wiedziałyśmy że przyjeżdża Nick i chcielibyśmy spędzić trochę czasu razem.Otwieram buzię ze zdziwienia,że tak łatwo przychodzi jej kłamać.Od dawna wiedziałyśmy,że przyjezdża Nick i zaplanowałyśmy jak spędzimy ten dzień.-To może pojedź bez nas a my spotkamy się jutro?-mam ochotę rzucić się na Ash.Gdyby nie tyle osób może i bym to zrobiła.
-Świetnie.To przyjadę po ciebie o 17.
-Nie,nie musisz przyjeżdżać.-całą trójka patrzy na mnie jakbym nie mogła mówić a tu nagle cud,odezwała się.-Ja nie mam nic do powiedzenia?-patrzę na moich przyjaciół-rozumiem,że chcecie spędzić trochę czasu razem.-patrzę na Louisa-ale to nie zmienia faktu,że nigdzie z tobą nie jadę.
-Nie możesz spędzić takiego dnia sama.
-Czyżby?No to się przekonamy.-mówię i odchodzę od nich.
 Kiedy wracam do domu przebieram się w wygodne ciuchy i patrzę na zegarek.13.46.Kochana pani dyrektor i jej długie przemówienia.Ta,nie będę za nimi tęsknić.
 Włączam https://www.youtube.com/watch?v=Opvo2i0oJH8 i próbuję ugotować jakieś danie z książki kucharskiej.Kiedy kończę i próbuję je zjeść,potrawa nie nadaje się do niczego wiec robię naleśniki.Włączam telewizor i oglądam jakiś program.
Kiedy film się kończy słyszę pukanie.Otwieram drzwi i widzę w nich Louisa z białą różą.Próbuję zamknąć drzwi ale chłopak w ostatniej chwili zatrzymuje je butem i wchodzi do środka.
-Nie wiesz,że to nie ładnie zamykać innym drzwi przed nosem?