Strona gówna

Bohaterowie

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 22

Rozdział 22


  -Tylko spokojnie.-słyszę zachrypnięty głos tuż koło swojego ucha a moje ciało całe się napina. Naprawdę nie wiem kto to.Po chwili czuję,że mężczyzna przekręca mnie przodem do siebie.Kiedy widzę Louisa oddycham z ulgą.-Spokojnie to tylko ja.-mówi nadal zmienionym głosem.Wkurzona odpycham go od siebie i mówię:-Wystraszyłeś mnie.
-Spodziewałaś się kogoś innego?Hej Ashley!-macha do mojej przyjaciółki,która stoi z boku i przygląda się całej sytuacji z rozbawieniem.
-Hej.-odpowiada mu-To ja was zostawię.-dodaje i odchodzi w kierunku swojego chłopaka.
-Masz ochotę zatańczyć?
-Nie.-brunet jednak nie zwraca uwagi na moje słowa.Przyciąga mnie do siebie i zaczyna kołysać nami w rytm wolnej piosenki.-Jeden taniec.
-Wiedziałem,że się zgodzisz.
-Zostałam zmuszona.-poprawiam go.
  Po chwili nareszcie piosenka się kończy.
-Chodźmy do chłopaków.Chcieli się przywitać.-kiwam głową i daję mu się poprowadzić w kierunku jego przyjaciół.
-Eleanor!Cześć!-krzyczy Perrie
-Wow!Wyglądasz pięknie.-komentuje mnie Sophia
-Musisz częściej nosić sukienki.-dodaje Harry a Lucy uderza go w ramię
-Dzięki.Wy też wyglądacie niesamowicie.-odpowiadam a po chwili Louis się do mnie przysuwa i mówi cicho:-Nie powiedziałem ci,że pięknie dziś wyglądasz bo dla mnie codziennie wyglądasz przepięknie.-przewracam oczami na jego słowa.
-Naprawdę chciałabym z wami zostać ale olałam właśnie moich przyjaciół,więc...
-Przyprowadź ich tu.
-Pewnie.Chętnie ich poznamy.
-To zaraz wracam.-przechodzę przez pokój,w którym siedzieli przyjaciele Louisa i kieruję się w stronę Ashley i Nicka.Zauważam ich przy barze i idę w ich stronę gdy nagle słyszę jak ktoś woła moje imię.
-Eleanor!-bez wątpliwości jest to głos Kate.Odwracam się a blondynka rusza w moją stronę.Gdy dzielą ją ode mnie dwa kroki,dziewczyna "niefortunnie" się potyka a cała zawartość jej szklanki ląduje na mojej białej sukience.-Eleanor,tak cię przepraszam.Nie chciałam.-mówi ale wiem,że tylko udaje,że jej przykro.
Zrobiła to specjalnie.Na dowód tego na jej twarzy pojawia się uśmiech zadowolenia.
-Nic nie szkodzi Kate.-odpowiadam spokojnie i sięgam po najbliższy alkohol,który znajduje się w zasięgu mojej ręki i nie spuszczając wzroku z blondynki,wylewam na nią zawartość szklanki.-Oh,przepraszam.-dziewczyna jest mega wściekła.Chyba się tego nie spodziewała.Wygląda jakby się miała na mnie rzucić.Na szczęście pojawia się Louis,który staje pomiędzy mną a Kate.Obejmuje mnie w talii i wyprowadza z budynku.
  Siadam gdziekolwiek bo z mojej sukienki i tak nic nie zostało.Próbuję powstrzymać łzy.Jestem wściekła.Może nie powinnam jej oddawać?Ale z drugiej strony,należało jej się.
  Louis łapie mnie za rękę i pomaga mi wstać i ociera moje łzy.
Robi minę zbitego psiaka i gdy widzi,że lekko się uśmiecham on robi to samo.
-Bardzo dobrze,że jej oddałaś.Ktoś w końcu musiał się jej postawić.
-Chyba masz rację.
-Jasne,że mam.
-Ale do środka nie wrócę.
-I bardzo dobrze bo impreza była beznadziejna.-mimowolnie się uśmiecham po czym sięgam do torby i wyciągam telefon z zamiarem zadzwonienia po taxi,jednak Louis uniemożliwia mi to zabierając mój telefon.
-Co robisz?
-Przecież to nie jedyna impreza w okolicy.
-Wracam do domu.
-Mam inny pomysł.
-Znam te twoje pomysły.-łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę bramy.-To,że ja idę z imprezy nie oznacza,że ty też musisz.-wzrusza ramionami i otwiera mi drzwi do swojego samochodu.