Strona gówna

Bohaterowie

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 16

Rozdział 16
 
-Start!-krzyczy Steve i po chwili słychać uruchamiane silniki.Louis od razu daje gazu.Myślę,że nawet gdybym zaczęła krzyczeć to i tak by nie zwolnił.Chociaż z drugiej strony jestem tak przerażona,że nie jestem w stanie wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku.
 
Na początku trasa jest spokojna,później robi się pod górkę i to dosłownie.Na każdej z nich Lou skacze a ja mam wrażenie,że zaraz się rozbijemy.
-Chcesz prowadzić?-od razu kręcę głową i teraz cieszę się,że brunet nie wziął oddzielnego pojazdu dla mnie.Jestem pewna,że nie przejechałabym nawet dwóch metrów,nie mówiąc o całej trasie.
  Jeździmy jeszcze jakiś czas.A ja stwierdzam,że nawet zaczyna mi się podobać.(Ale tylko odrobinkę)Gdy zbliżamy się do końca Louis gwałtownie hamuje a nasz kład niebezpiecznie pochyla się do przodu.Brunet szybko reaguje i chwilę potem znów jedziemy prosto.Przekraczamy linię,Louis zatrzymuje kłada a ja czym prędzej z niego schodzę.Po chwili chłopak robi to samo i patrzy na mnie wyczekująco.
-I?-pyta opierając się o pojazd.
-I,co?-o mało się nie wywaliliśmy a jedyne co ma do powiedzenia to "i".
-Jak było?
 
-Prawie nas zabiłeś!
-Wygraliśmy!-mówi szczęśliwy jakby to na serio miało jakieś znacznie.Podchodzi do mnie z zamiarem przytulenia ale ja się odsuwam.
-Nie dotykaj mnie.
-Nie mów,że masz focha.Przecież nic się nie stało.-nic nie odpowiadam i odwracam wzrok w inną stronę.Poźniej przyjeżdżają po kolei:Niall,Harry,Zayn i Liam.-No i kto wygrał?-pyta nadal dumny Lou.Dziewczyny schodzą z pojazdów i razem idziemy na trybuny w tym samym czasie gdy chłopaki zabierają kłady i idą jeździć.
-Zawsze tak robią.Muszą się popisać.-tłumaczy Perrie a my wybuchamy śmiechem.
-Jak długo ty i Zayn jesteście razem?
-Hmm...2 lata.A ty i Louis...
-My nie jesteśmy parą.
 
-Naprawdę?-pyta jakby nie mogła w to uwierzyć-A pasujecie do siebie.-błagam nie zaczynaj.I ty przeciwko mnie?-Znałam kilka dziewczyn Louisa i z nikim nie widziałam go tak szczęśliwego.-zaskakują mnie jej słowa.Myślałam,że raczej będzie chciała mnie ostrzec.Coś typu żebym nie robiła sobie nadziei.A tu,zaskoczenie.Może to wszystko co mówi Louis,ta jego "wielka miłość"czy co to tam,nie jest kłamstwem?Może po prostu jest samotny?A co jeżeli potrzebuje towarzystwa?Kogoś komu mógłby zaufać.Kogoś oprócz przyjaciół?Ale dlaczego akurat ja?Nie mam pojęcia.Ale muszę się dowiedzieć.
  Rozmawiam z resztą dziewczyn dopóki nie wracają chłopaki.Znowu wsiadamy na maszyny ale tym razem aż tak nie pędzimy.Oddajemy kłady i wsiadamy do samochodów.
-Gdzie dalej?
-Do domu koleżanki.-jego odpowiedź mnie nie satysfakcjonuje ale przynajmniej wiem czego mogę się spodziewać.
-A czym właściwie zajmują się twoi rodzice?
-Mają sieć hoteli.Od czasu do czasu jeżdżą i robią niezapowiedziane wizyty.Sprawdzają czy wszystko jest w porządku,czy goście są zadowoleni...i takie różne.A twoi?
-Są rozwiedzeni.Mama mieszka w Amsterdamie a ja z tatą.-Louis patrzy na mnie podejrzliwie jakby łączył fakty.Jeżeli coś sobie uświadomi no to wpadłam.
-Pewnie brakuje ci mamy.-"taty też"mam ochotę powiedzieć ale tylko potakuję głową
-Na jak długo wyjeżdżają?
-Miesiąc.Czasami dwa.Nie lubię być sam w domu.Kiedy ich nie ma rzadko w nim bywam.
-Gdybym miała takich przyjaciół jak ty,pewnie też nie siedziałabym w domu.A właściwie jak długo się przyjaźnicie.
-Od przedszkola.-uśmiecha się,nie odrywając wzroku od drogi i dodaje-Czasem mam wrażenie,że to oni są moją prawdziwą rodziną.
 
 Chwilę potem parkujemy pod pięknym domem,który wygląda jak pałac.Piękna,ozdobna brama,zadbany ogród,który wypełniony jest przeróżnymi rodzajami kwiatów no i basen.Mam wrażenie,że jest większy od mojego pokoju.
-Co tu robimy?-pyta Lucy ale nie otrzymje odpowiedzi.Zayn idzie do bagażnika i wyciąga jakieś pudełka.Jak się okazuje w środku są jajka.
-To dom naszej kochanej Kate.A to.-wskazuje na jajka-Prezent.-kierujemy się w stronę bramy.Wspinamy się po niej by po chwili znaleźć się na podwórku królowej zołzy.
-To kto chce rzucać pierwszy?-pyta Harry rozdając każdemu "amunicję".Kiedy wszyscy są gotowi do rzutu Liam wskazuje na samochód Kate-czysty,prosto z myjni,jeszcze okapuje wodą.
-Możemy zacząć od samochodu.-proponuje Lucy
 
-Chcę pierwsza.-odzywa się Perrie.-Podnosi jajko,bierze zamach i rzuca,robiąc piękną plamę na czerwonym kabriolecie.Poźniej każdy idzie w jej ślady.Kiedy jej samochód jest cały brudny Louis pisze na masce:"ZOŁZA".Niall otwiera ostatnie pudełko.
-Jej pokój?
-Jej pokój.
-Które okno?
-Tamto-wskazuje Sophia a wszyscy dziwnie na nią patrzą-No co?Przyjaźniłyśmy się.-Louis szykuje się do rzutu.
-Nie ma szans,że dorzucisz.-mówi Harry
-Wątpisz we mnie?
-Jak trafisz dam ci stówę.Ale jeżeli ja też trafię to ty płacisz mi.
 
-Przyjmuję wyzwanie.-odpowiada pewnie po czym bierze zamach i rzuca,trafia idealnie w środek okna.Odwraca się wyraźnie zadowolony do lokowatego-Trzeba mieć cela.
-Jasne.Albo szczęście.-odpowiada wyraźnie niezadowolony brunet.
-Ja mam to i to.-tym razem Harry szykuje się do rzutu ale w tej samej chwili w domu zapalają się światła.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 15


Uwaga:Pojawiły się nowe postacie!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział 15
-Co tu robisz?-pytam wkurzona
-Proszę,to dla ciebie.-mówi i wręcza mi kwiat
-Dzięki.-odpowiadam chłodno i biorę różę-A wracając do pytania,co tu robisz?
-No jak to co?Przyjechałem po ciebie?
-Ale nie ma 17.
-Wiem ale jest 16:30 a ty nie jesteś gotowa ani w trakcie przygotowań.-kręci głową-Wiedziałem,że tak będzie.
-Nadal nie rozumiem po co tu jesteś,bo ja nigdzie nie idę.
-Ta słyszałem to już.-macha obojętnie ręką a ja myślę,że jest drugą osobą na mojej liście śmierci.-To gdzie twój pokój?-pyta i rozgląda się po mieszkaniu.
-Chyba żartujesz!Nigdzie nie idę.-Louis nic nie robiąc sobie z moich słów,podchodzi do mnie i bierze mnie na ręce i zaczyna wchodzić po schodach-Louis.-zaczynam spokojnie-Louis!-teraz krzyczę a chłopak zatrzymuje się-Puśc mnie.
-Pod jednym warunkiem,-wzdycham-Przebierzesz się i pojedziesz ze mną.
-Dobra.
-Dobra,co?
-Zmienię ubranie i z tobą pojadę.Zadowolony?-Louis uśmiecha się i odstawia mnie na ziemię.
-Tak trudno było?-posyłam mu mordercze spojrzenie po czym odwracam się i idę na górę ale zatrzymuję się gdy słyszę kroki za sobą.
-Gdzie się wybierasz?
-Idę z tobą.-kładę rece na jego ramiona i odwracam  go tak,że stoi plecami do mnie.
-Zostajesz.-wchodzę do swojego pokoju i zamykam drzwi po czym szukam ubrań.Postanawiam założyć czarne leginsy i jakąś koszulkę.Kiedy mam zdjąć bluzkę do pokoju wchodzi Louis.-miałeś zostać na dole.-mówię oskarżycielskim tonem.
-Ładny pokój.-mówi rozglądając się po pomieszczeniu
-Możesz wyjść?
-Lepiej się pośpiesz bo się spóźnimy.-kładzie się na łóżku-Zaczekam.-dodaje z uśmiechem.Zabieram ubranie i idę do łazienki.Przebieram się,poprawiam włosy i makijaż.Kiedy jestem gotowa wychodzę z toalety i wchodzę do swojego pokoju ale nie widzę w nim Louisa.Schodzę na dół a chłopak stoi przy drzwiach z moją kurtką.
-Teraz to na pewno się spóźnimy.-biorę od niego kurtkę i kiedy wychodzimy z domu ją zakładam.
  -Gdzie jedziemy?-pytam gdy jesteśmy już w samochodzie-Tylko nie mów nic w stylu:”zaraz zobaczysz”albo”To niespodzianka”.
-Chcesz znać wszystkie miejsca?
-Wszystkie?
-Mamy sporo planów na dziś.
-A kto tam będzie?
-Harry,Niall,Liam i Zayn.Kojarzysz ich?-ptakuję głową a on mysli nad resztą osób-A no i jeszcze Perrie,dziewczyna Zayna, i Sophia,dziewczyna Liama.
-A Harry i Niall?
-Kto wie.Może kogoś zabiorą.
-Czyli tylko Zayn i Liam mają dziewczynę?-Lou kiwa głową-A ty Niall i Harry nie?-pytam bo ciężko mi w to uwierzyć.
-Tak.Mają proplem ze znalezieniem tej jedynej.
-A ty,nie?
-Ja ją już znalazłem.-patrzy na mnie znacząco-Ona jeszcze nie wie,że dla niej też jestem tym jedynym.
-Jesteś niemożliwy.-mówię z uśmiechem a on patrzy na mnie jakby nie wiedział o co chodzi.-Oryginalne wyznanie uczuć.
-Ja wiem co to romantyzm.
-Nie ma co to tego wątpliwości.Dobra ale nadal nie wiem gdzie jedziemy.-Louis nie odpowiada i parkuje samochód przed jakimś budynkiem.Kiedy wysiadamy brunet uświadamia mnie gdzie jesteśmy.
-Mam nadzieję,że umiesz jeździć na kładach.
-Chyba żartujesz.-zaczynam wycofywać się do tyłu ale wpadam na Louisa
-Przecież ja tam będę.
-To żadne pocieszenie.-chłopak obejmuje mnie i dodaje cicho-będzie fajnie.Obiecuję.-bierze moja rękę i ciągnie mnie do środka.Kilka metrów dalej stoi grupka nastolatków.Kiedy do nich podchodzimy wszyscy wesoło się uśmiechają.Podchodzi do nas Harry i jakaś ciemnowłosa dziewczyna,którą obejmuje.
-Cześć,jestem Harry.-wita się i podaje mi rękę.-A to Lucy.-dziewczyna uśmiecha się.
-Hej Niall-uśmiecha się blondyn i podaje mi rękę a pożniej robi to jak mi się wydaje,jego dziewczyna.
-Lilly.-Poźniej każdy po kolei mi się przedstawia.Dobrze,ze znam ich imiona ze szkoły bo za żadne skarby świata nie zapamiętałąbym ich wszystkich.
-Dobra idziemy jeździć.-podchodzimy do kasy parami.Kiedy przychodzi nasza kolej Louis wita się ze sprzedawcą-Siema Steve.Jeden.-facet pochyla się i czegoś szuka.
-Nie dwa?-chyba zdał maturę potrafi liczyć
-Nie umiesz jeździć więc pojedziesz ze mną.-teraz zaczynam panikować.
-Trzymaj.Twoje klucze i -brunet odbiera je i kierujemy się w nieznanym mi kierunku.Bierzemy kłada z numerem 4.Wsiada do pojazdu i patrzy na mnie wyczekująco.
-To chyba na jedną osobę.-rozglądam się i zauważam,że Perrie siada pomiędzy nogami Zayna tak jak Lucy.A Sophia i Lily wsiadają.-Naprawdę muszę jechać?-brunet łapie mnie za rękę i pomaga mi wsiąść.Kiedy siedzę pomiędzy jego kolanami wiem,że się uśmiecha.-Nie ciesz się tak.Zrobiłeś to specjalnie.
-Zawsze tak jeździmy.
-Tak w ogóle można?
-Nie ale chłopak,który dał nam klucze to nasz znajomy.Dziś tor powinien być zamnknięty ale dla nas zrobił wyjątek.-fajnych masz znajomych.
-Gotowi?!-krzyczy Niall a wszyscy odpalają silniki.Po chwili orientuję się,że stoimy w jednej lini.A ja wiem co to oznacza.Będziemy się ścigać.

 

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 14


Rozdział 14

-Możemy porozmawiać?-pyta brunet a ja potakuję głową.Alex delikatnie się uśmiecha i prowadzi mnie za ścianę szkoły gdzie nikogo nie ma i nie słychać tego gwaru.-Chciałem wyjaśnić tą wczorajszą sytuację.Naprawdę cię przepraszam.Ja…Nie wiem dlaczego to zrobiłem.Byłem pijany. Naprawdę,nigdy bym cię nie skrzywdził.Jest mi tak strasznie głupio…
-Rozumiem.Serio wszystko jest w porządku.-przerywam mu szybko bo wiem,że nie zniosę ani jednego zdania więcej z przeprosinami.
-Zasłużyłem.-mówi i wskazuje na swoją twarz a ja dopiero teraz zauważam,że na jego wardze znajduje się rozcięcie-Jeszcze raz przepraszam,że okazałem się takim dupkiem.Gdyby dało się cofnąć czas…
-Przestań…
-…to zaprosiłbym cię na tą imprezę wcześniej.A przez to że jestem tchórzem idziesz z Louisem.
-On tylko tak powiedział.Nikt oprócz ciebie nie wie,że idziemy razem.
-Nie chcę cię martwić ale raczej cała szkoła wie.
-Jak to?-pytam zaskoczona
-Amber.-to imię mówi samo za siebie.Plotkara wszech czasów.Wie wszystko o każdym.To jak wikipedia ale zamiast artykułów masz plotki wyssane z palca.
-Super-wzdycham ciężko.
-Kumple po ostatnim meczu coś mówili,że Tomlinson z tobą idzie a w domu słyszałem jak moja siostra rozmawiała o tym ze swoją koleżnaką.-Jestem załamana.Naprawdę liczyłam,że uda mi się jakoś uniknąć pójścia z Louisem.
-Dzięki,że mi powiedziałeś.-kiedy chłopak uśmiecha się blado zauważam za jego plecami Lou,który idzie w naszą stronę.Rozwścieczony brunet delikatnie odsuwa mnie od Alexa po czym łapie go za kołnierz koszulki.
-Chyba powiedziałem,że masz trzymać się od niej z daleka?!
-Tylko rozmawiamy.-odpowiada i podnosi ręce w obronnym geście.
-Za ścianą szkoły?
-Tu jest ciszej.
-Louis…-wtrącam się
-No jasne.Oczywiście.Każda wymówka jest dobra.
-Słuchaj.Chciałem ją przeprosić.
-Akurat.
-Louis.-zaczynam błagalnym tonem bo wiem,że jeżeli się nie odezwę Alex skończy gorzej niż z kilkoma siniakami.Brunet odwraca się w moją stronę.-Chciał mnie tylko przeprosić.-zerka na chłopaka,którego trzyma a potem znów na mnie .-Proszę,zostaw go.-Lou wacha się ale potem go puszcza.
-Jeszcze raz przepraszam.-mówi to patrząc na mnie.Zerka na Louisa.-Narazie-dodaje i odchodzi.Brunet,opiera się jedną ręką o ścianę a drugą przeczesuje włosy.
 
-Przepraszam,ja…-ucina i odwraca wzrok od ziemi i skupia go na mnie.Odpycha się od ściany po czym do mnie podchodzi mnie obejmuje.-Bałem się,że coś ci zrobi.
-Wiem.Naprawdę doceniam to,że mogę na ciebie liczyć ale nie powinieneś działać tak pochopnie.Ale w sumie to dobrze,że przyszedłeś.-brunet odsuwa się i z zaciekawieniem mi się przygląda-Miałam dość słuchania jego przeprosin.-Louis od razu się uśmiecha a ja uwalniam się z jego uścisku-Muszę iść.Ashley zacznie mnie szukać.-chcę wyminąć chłopaka ale mnie zatrzymuje.
-Jak spędzasz dzisiejszy dzień?-no tak impreza jest jutro a dziś ma przyjechać Nick-chłopak Ash i razem mamy świętować zakończenie więc nawet gdybym chciała nie mogę nigdzie iść z Louisem.
-Dasz mi kiedyś odejść bez zatrzymywania?
-Hmm…-Lou udaje zamyślonego-Raczej nie.-wzdycham i przewracam oczami-Więc?
-Mam plany.A teraz muszę iść.-uśmiecham się i odchodzę.Staję na palcach i zaczynam poszukiwania swojej przyjaciółki co jak mi się wydaje nie będzie łatwe przez ten tłum.Po chwili zauważam Ashley jak całuje się z Nickiem.Kiedy wreszcie kończą swoje przywitanie podchodzę do nich.
-Eleanor!-krzyczy wesoło blondyn pochodzi do mnie i przytulamy się na powitanie-Dobrze cię widzieć.-odsówa się i badawczo mi się przygląda-Chyba urosłaś-mówi żartobliwie a ja go klepię w ramie.
-Nadal chcesz być adwokatem?-pytam zastanawiając się czy nadal studiuje prawo.
-Jak trafisz do sądu nie licz na moją pomoc.-rozmawiamy jeszcze przez chwilę a potem obok mnie pojawia się Louis,który obejmuje mnie ramieniem.
-Co tu robisz?-pytam wkurzona
-Przedstawisz nas sobie?-słyszę Nicka
-Jasne.-odpowiadam z wymuszonym uśmiechem- To jest Ashley i jej chłopak Nick.-ściskają sobie ręce-A to Louis.
-To co namyśliłaś się na moją propozycję?
-Jaką?-pytam zdezorientowana
-Ja i kilka osób jedziemy zaszaleć.A może chcielibyście pojechać z nami?-pyta moich przyjaciół.Widzę po ich minach,że rozważają tę propozycję.
Zaczynam dyskretnie kręcić głowa tak aby Louis tego nie zauważył.Ash chce coś powiedzieć ale jestem szybsza.
-Dzięki za propozycję ale mieliśmy ten dzień spędzić razem.-wskazuję na blondynkę i jej chłopaka
-No właśnie El bo nie wiedziałyśmy że przyjeżdża Nick i chcielibyśmy spędzić trochę czasu razem.Otwieram buzię ze zdziwienia,że tak łatwo przychodzi jej kłamać.Od dawna wiedziałyśmy,że przyjezdża Nick i zaplanowałyśmy jak spędzimy ten dzień.-To może pojedź bez nas a my spotkamy się jutro?-mam ochotę rzucić się na Ash.Gdyby nie tyle osób może i bym to zrobiła.
-Świetnie.To przyjadę po ciebie o 17.
-Nie,nie musisz przyjeżdżać.-całą trójka patrzy na mnie jakbym nie mogła mówić a tu nagle cud,odezwała się.-Ja nie mam nic do powiedzenia?-patrzę na moich przyjaciół-rozumiem,że chcecie spędzić trochę czasu razem.-patrzę na Louisa-ale to nie zmienia faktu,że nigdzie z tobą nie jadę.
-Nie możesz spędzić takiego dnia sama.
-Czyżby?No to się przekonamy.-mówię i odchodzę od nich.
 Kiedy wracam do domu przebieram się w wygodne ciuchy i patrzę na zegarek.13.46.Kochana pani dyrektor i jej długie przemówienia.Ta,nie będę za nimi tęsknić.
 Włączam https://www.youtube.com/watch?v=Opvo2i0oJH8 i próbuję ugotować jakieś danie z książki kucharskiej.Kiedy kończę i próbuję je zjeść,potrawa nie nadaje się do niczego wiec robię naleśniki.Włączam telewizor i oglądam jakiś program.
Kiedy film się kończy słyszę pukanie.Otwieram drzwi i widzę w nich Louisa z białą różą.Próbuję zamknąć drzwi ale chłopak w ostatniej chwili zatrzymuje je butem i wchodzi do środka.
-Nie wiesz,że to nie ładnie zamykać innym drzwi przed nosem?

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 13

Rozdział 13
 
Alex prowadzi mnie w stronę wyjścia ale kiedy dochodzimy do drzwi skręca w korytarz prowadzący do łazienek.Przypiera mnie do ściany i zaczyna całować po szyi.
-Alex?-pytam niepewnie-Co robisz?
-A jak myślisz.

-Przestań.-mówię stanowczo i próbuję go odepchnąć ale on tylko mocniej przyciska mnie do ściany-Proszę.-szlocham i czuję słone łzy,które spływają po moich policzkach.On nic sobie z tego nie robiąc po prostu całuje mnie w usta.
-Powiedziała żebyś przestał.-słyszę głos mojego wybawcy.Alex odwraca się a ja wyglądam za jego ramię i widzę Louisa.Chyba nigdy nie cieszyłam się tak na jego widok.Brunet podchodzi do niego i uderza go w nos.Alex przewraca się ale po chwili wstaje i próbuje zaatakować Louisa ale ten wymierza mu kolejny cios i chłopak pada na podłogę.-Nie chcę cię nigdy więcej przy niej widzieć!Rozumiesz?-pyta Lou kiedy Alex wstaje i lekko potakuje głową.-Zjeżdżaj.-ranny chłopak posłusznie słucha i wychodzi.Brunet podchodzi do mnie i pomaga mi wstać.Jestem tak wystraszona,że od razu rzucam się Louisowi na szyję a on mnie obejmuje.
-Dziękuję.-mówię zapłakana-Tak bardzo...się...bałam,że...on.

-Shhh,jestem tu.Jesteś bezpieczna.-przytula mnie mocniej i całuje moją głowę.-Zabiorę cię stąd.-odsuwam się od Louisa a on ociera moje łzy po czym bierze mnie za rękę i wychodzimy.
-Nie musisz mnie odwozić.Mogę pojechać taksówką.
-Nie puszczę cię samej.Nie ma takiej...
-Przestań,nie jesteś za mnie odpowiedzialny.-przerywam mu
-Ale chciałbym być.-patrzy na mnie a potem odwraca wzrok-Nieważne.Zawiozę cię do domu.-dodaje i otwiera mi drzwi do swojego samochodu.Po drodze panuje niezręczna cisza.Dopiero kiedy brunet parkuje przed moim domem odzywa się.-Przepraszam jeśli jestem nadopiekuńczy.-patrzy na mnie-Naprawdę mi na tobie zależy.Ja po prostu...Chcę abyś była bezpieczna.
-Tak jest.Naprawdę.To co dziś się stało...Jeszcze raz dziękuję.Gdyby nie ty...-czuję łzy
-Hej.-chłopak pochyla się i mnie przytula-Nie płacz.-całuję jego policzek,wychodzę z samochodu i wchodzę do domu.Kiedy jestem w swoim pokoju,wyglądam przez okno i widzę,że dopiero teraz Louis odjeżdża.
     Rano zakładam ubranie na zakończenie roku,które składa się z czarnej spódnicy i białej koszuli.Robię makijaż i zjadam śniadanie.Jestem gotowa do wyjścia więc sprawdzam zegarek,który wskazuje 8:20.W takim razie mam jeszcze dużo czasu.Postanawiam sprawdzić skrzynkę na listy.Dawno tego nie robiłam.Wyciagam imponujący stosik białych kopert.Rachunki,reklamy.Zowu rachunki i o a to niespodzianka,reklamy.Dopiero ostatnia koperta jest inna.Są w niej pieniądze i list.Od mamy.
                      
                                     "Droga Eleanor.
 Niewiem czy czytasz te listy bo na żaden nie odpisujesz.Ale wierzę,że tak.Wiem,że niedługo masz zakończenie szkoły i chcę Ci powiedzieć,że jestem z Ciebie dumna.Nie tylko dlatego,że kończysz szkołę ze świetnymi wynikami ale dlatego,że się nie poddałaś.Mam nadzieję,że wszystko w porządku.Wiem,że już Ci to proponowałam ale zrobię to jeszcze raz.Przyjedź do mnie do Amsterdamu.Naprawdę za Tobą tęsknię.Chciałabym spędzić trochę czasu z Tobą.Wiem co sobie myślisz,że nagle sobie przypomniałam,że mam córkę ale to nieprawda.Nie było takiego dnia aby nie zastanawiała się co u Ciebie.Czy masz chłopaka?Czy nadal przyjaźnisz się z Ashley?
 Nigdy nie będę w stanie wynagrodzić Ci tego wszystkiego ale mam nadzieję,że weźmiesz pod uwagę moją propozycję.Jeszcze raz gratuluję.Jestem dumna,że jesteś moją córką.Pamiętaj o tym.
Kocham Cię i tęsknię.
                                                                                                   Mama"

Dzięki mamo.Teraz muszę poprawić makijaż.Zanim się obejrzę jest 8:50.Szybko łapię torbę i wychodzę z domu.Do szkoły praktycznie biegnę.Znajduję swoją klasę i siadam obok Ashley.
-No nareszcie jesteś.-wita się blondynka
-Hej,ciebie też miło widzieć.-Ash posyła mi mordercze spojrzenie-O co się wściekasz?
-Przyszłam tu wcześniej aby zając miejsca.A ty pewnie w tym czasie smacznie spałaś.Ale o co ja się wściekam?
-Przepraszam.ale tak czyś jak wstałabyś wcześniej aby zdążyć się wyszykować.
-Może...
-Za dobrze cię znam.-po chwili na scenie pojawia się dyrektorka i wszystkich ucisza.Zaprasza przewodniczącą,która wygłasza przemówienie.

-Witam wszystkich.Rodziców,dyrekcję no i przedewszystkim uczniów.Myślę,że każdy czekał na ten dzień od samego początku.Nareszcie się doczekaliśmy.Teraz każdy pójdzie w swoją stronę.Niektóre drogi się przetną a inne rozejdą w zupełnie innym kierunku.Zapamiętajcie wszystkie chwile,które tu przeżyliście bo to było najpiękniejsze chwile waszego życia.Teraz będziemy traktowani jak dorośli.Pamiętajcie,że w głębi każdy nadal jest dzieckiem.Pragnę w imieniu wszystkich uczniów podziękować nauczycielom,wychowawcom i pracownikom.Za cierpliwość i wytrwałośc.Gratuluję wam wszystkim.Udało się!-kiedy kończy wszyscy biją brawo i wiwatują.Poźniej do mikrofonu podchodzi dyrektorka.Dobrze wiemy co to oznacza.Godzina tortur.Czasami mam wrażenie,że nawet nauczyciele jej nie słuchają i modlą się aby nastąpił koniec.Jakieś 50 minut później słyszę:
-...jeszcze raz gratuluję.-nareszcie koniec.Potem nauczyciele ustawiają się na scenie,wyczytują nazwiska poszczególnych osób i wręczają dyplomy.Kiedy ta niemiłosiernie nudna i trwająca stanowczo za długo ceremonia się kończy wszyscy opuszczają salę i wychodzą na zewnątrz.Znajmi robią zdjęcia z rodzicami a ja stoję z boku.Po chwili zauważam,że nie jestem jedyna.Podchodzę do Louisa.
-Cześć.-witam się
-Cześć.
-Dlaczego nie robisz zdjęć z rodzicami?

-Bo ich tu nie ma.-wzrusza ramionami.-Są gdzieś w delegacji.A ty?
-Moich też nie ma.Dłuższa historia.-też próbuję pozostać obojętna ale z trudem przełykam gulę rosnącą w moim gardle co nie uchodzi uwadze Louisa.Obejmuje mnie i przyciąga do siebie.Niewiem ile trwamy w uścisku ale odsuwam się pierwsza i lekko uśmiecham.
-Idę pożegnać się z klasą.-mówię i wskazuję kciukami na tlum
-Ja też.Zobaczymy się później?
-Może?-chłopak uśmiecha się a ja idę w stronę mojej klasy.

Dziewczyny przytulają się i żegnają.Niektórym już rozmazał się makijaż.Później przytulamy chłopaków.Nagle w trakcie wymiany uścisków trafiam na Alexa.