Strona gówna

Bohaterowie

środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 25

Rozdział 25


*Louis*
   
   Śmialiśmy się i wygłupialiśmy.Po kilku godzinach wypiliśmy,poprawka dziewczyny wypiły cały alkohol.Teraz ledwo chodziły i gdy któraś się przewróciła to wybuchały głośnym śmiechem.Nagle Perrie położyła się na kocu a pozostałe dziewczyny zrobiły to samo.
-Przynajmniej na chwilę będzie spokój.-zostawiamy dziewczyny same i idziemy do auta Nialla,który chciał abyśmy zobaczyli coś w jego samochodzie.
   -Myślę,że powinieneś zawieść go do mechanika.-mówię po sprawdzeniu jego mercedesa.Niall niechętnie potakuje głową.Domyślam się,że liczył na uniknięcie takiej sytuacji.Ja kocham samochody ale Niall ma obsesję.
    Blondyn zamyka maskę auta a my wracamy do tych pijanych wariatek.O dziwo nadal leżą na kocu ale są o wiele spokojniejsze.Wymieniamy z chłopakami zdziwione spojrzenia i podchodzimy bliżej. Zauważam śpiącą Eleanor i usypiającą obok Sophię.Jednak pozostałe dziewczyny nie wyglądaj na zmęczone.Biorę El na ręce z zamiarem zabranie jej do samochodu aby reszta,a w szczególności Perrie,jej nie obudziła.Oczywiście dziewczyny musiały pokrzyżować moje plany.
-Nie zabieraj jej!-krzyczy Lucy,którą muszę uciszać aby nie obudziła Eleanor.
   Gdy tak ją niosę,uświadamiam sobie,że wszystko co jej powiedziałem jest prawdą.Zupełnie zapomniałem o zakładzie z resztą jak pozostali ale obawiam się,że któregoś dnia Harry sobie o nim przypomni.Będę musiał z nim porozmawiać i jak najszybciej go unieważnić.
   Otwieram drzwi swojego samochodu,kładę ją na tylnym siedzeniu i wracam do chłopaków.Kiedy wreszcie pozostałe dziewczyny usypiają każdy wraca do swojego samochodu.Podnoszę Eleanor po czym kładę się na jej miejscu a ją układam na sobie.Zamykam oczy i próbuję zasnąć.

*Eleanor*

   Jedyne co czuję w tej chwili to straszny ból głowy.Kiedy otwieram oczy jestem jeszcze bardziej zaskoczona na czym,a raczej na kim,śpię.Gwałtownie się podnoszę ale od razu czuję,że to był ogromny błąd.Nie dość,żę ból się nasilił to jeszcze obudziłam Louisa.
-Hej.-wita się z uśmiechem.Podnoszę głowę ale po chwili znowu ją kładę na klatce bruneta.-Wszystko w porządku?
-Ty mi powiedz.Jak doszło,żę śpimy...No tak jak śpimy?-pytam lekko zakłopotana
-Dobre pytanie.
-Jak to?Ty też nic nie pamiętasz?-pytam wystraszona ale gdy widzę jak twarz Louisa zmienia się z poważnej w rozbawioną wiem,że sobie ze mnie żartuje.
-Twoja mina była bezcenna.
-Nabijaj się.Ja pytam poważnie.
-Wypiłyście,trochę alkoholu,później wam odbiło a ty usnęłaś.Nie chciałem aby pijana Perrie cię obudziła więc przyniosłem cię tutaj.Usnęłaś a ja zrobiłem to samo.
-A nie mogłeś spać gdzieś indziej?
-Jaka jesteś miła.
-Nie ważne.Powiedz mi,że masz leki przeciwbólowe i wodę.
-Raczej nie.
-A reszta?-pytam ale Louis kręci przecząco głową.
-Trochę inaczej radzimy sobie z kacem.
-Zaskocz mnie.
-Pocałunek.
-Całus?
-Bardziej pocałunek.
-Chyba żartujesz.Nie wiem co dziwi mnie bardziej.To,że w to wierzysz czy to,że widzisz różnicę pomiędzy pocałunkiem a całusem.
-Całus jest krótszy i bardziej przyjacielski a pocałunek bardziej...-wzdycha nie mogąc dobrać słów-To ty jesteś dziewczyną i powinnaś to wiedzieć.
-Ale nie wiem.
-Muszę cię zabrać do kina na jakąś komedię romantyczną.
-Yeah.Nie mogę się doczekać.-odpowiadam sarkastycznie-A wracając do tematu.Pęka mi głowa.
-Jedyne co mogę dać ci w tej chwili to buziak.
-Bardziej zadowoliłaby mnie aspiryna.
-Mówię ci to działa.Patrz.-widzę,że Louis chce mnie pocałować ale szybko odkręcam głowę.Jednak on nie ustępuje i po chwili czuję jego usta na swoich.Gwałtownie się przekręcam.
-To nie działą.Jeszcze bardziej mnie boli.A swoją drogą słaby pretekst aby kogoś pocałować.
-Jakbyś nią nie machała...
-Po prostu pojedźmy do apteki.
-W porządku.-odpowiada i siada za kierownicą nie wychodząc z samochodu.
-Ta,na co komu drzwi.
-Ale jesteś marudna.-mówi i odpala samochód.Po chwili parkuje pod apteką,w której kupuje mi tabletki przeciwbólowe.Podaje mi opakowanie i wodę.Szybko biorę pastylkę i po chwili czuję ulgę. Odpala auto i odjeżdża z podjazdu w tej samej chwili gdy dzwoni mój telefon.Na wyświetlaczu pojawia się imię.Napis"George"oznacza tylko jedno.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 24

Rozdział 24
 
 
   Louis skręca w jakieś boczne i leśne uliczki.
-Chcesz mnie wywieść i zamordować?
-Tylko zawsze.
-Umiem głośno krzyczeć.
-Tu i tak cię nikt nie usłyszy.
-Wkurzasz mnie.A wracają do skrótu.Często tam jeździcie skoro macie hasło?
-Czy tak często...kiedyś jak tam byliśmy ktoś wymyślił tą nazwę i tak zostało.Nie zawsze oglądamy gwiazdy.Czasem po prostu rozmawiamy.
  Jedziemy jeszcze jakiś czas przez ciemny las aż moim oczom ukazuje się polana.Po chwili Lou parkuje samochód i wysiadamy z auta.Rozglądam się wokół.Łąka,na której stoimy otoczona jest z każdej strony lasem,który o tej porze nie wygląda zbyt zachęcająco.Od razu na myśl przychodzi mi jakiś horror,w którym grupa nastolatków jedzie na wycieczkę ale musi zrobić postój i nagle pojawia się morderca.
  Ale pomimo tego wszystko wygląda magicznie.Na siebie świeci tysiące gwiazd i księżyc w pełni.Wszystko jest niby takie zwykłe ale wygląda pięknie.
-Jest ślicznie.-mówię gdy brunet siada na masce swojego samochodu i wskazuje na miejsce obok siebie.-Myślałam,że żaden chłopak nie pozwala siadać na masce swojego auta. 
   Siedzimy w milczeniu i patrzymy na lśniące punkciki na niebie.Nagle w tej samej chwili odwracamy wzrok od gwiazd i patrzymy na siebie z Louisem.Chłopak przysuwa się bliżej tak,że stykamy się kolanami.Brunet pochyla się i jest tak blisko,że nasze usta dzielą milimetry.O dziwo nie odsuwam się.Louis lekko dotyka swoimi ustami moich.Ale nie dzieje się nic więcej.Słyszę dźwięk klaksonów samochodowych i szybko odsuwam się od chłopaka.
   Mam nadzieję,że niczego nie widzieli.Prawie pocałowałam Louisa!Niby to on mnie by pocałował...ale pozwoliłam mu na to!Co ja robię?
   Po chwili dołączają do nas przyjaciele Louisa.Od razu kiedy można poczuć ich pozytywną energię. Po chwili z czarnego volvo wysiada trochę wstawiona już Perrie.
-Hej!-krzyczy i triumfalnie podnosi butelkę jakiegoś alkoholu.Z pozostałych tylko Zayn i Liam są trzeźwi.Pezz i Sophia podchodzą do mnie i mocno ściskają.
-Nie zwracaj na nie uwagi.-mówi cicho Zayn gdy przechodzi obok.
-Nie są jeszcze aż tak pijane.-dodaje Liam.-odpowiadam mu uśmiechem i po chwili dziewczyny odsuwają się ode mnie.Nagle znikąd pojawia się Louis,który łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę swoich przyjaciół.Chłopcy rozkładają koc,na którym od razu siadają dziewczyny.
  Perrie upija łyk alkoholu i podaje butelkę dalej.Chłopaki nie przejmując się tym,że będą prowadzić upijają trochę wysokoprocentowego napoju.Gdy butelka wraca do blondynki,dziewczyna odstawia ją na bok i jak wszyscy kładzie się na kocu.
  Ktoś włącza jakąś piosenkę a reszta patrzy w niebo.Kilka migoczących punkcików sprawia,że czuję się spokojniejsza.Jakby w jednej sekundzie wszystkie problemy zniknęły i nigdy ich nie było.
  Po chwili czuję jak Louis splata swoje palce z moimi.Zerkam obok i zauważam całujących się Liama i Sophię.Perrie i Zayn leżą przytuleni,Niall i Lily rozmawiają a Harry i Lucy się całują. Wszyscy są szczęśliwi.Znaleźli swoją drugą połówkę.Ciekawi mnie dlaczego Louis nie ma dziewczyny.
-O czym myślisz?-pyta nagle.
-O tym,dlaczego nie masz dziewczyny.-odpowiadam odwracając głowę w jego stronę.Po chwili odwraca wzrok od gwiazd i patrzy na mnie.
-Bo czekałem na ciebie.
-Pytam poważnie.-chłopak wzdycha
-Ale ty jesteś nie romantyczna.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-Dlaczego ja nie mam dziewczyny?To bardzo dobre pytanie.Jestem przystojny,wysportowany,...
-Nie zapędzaj się.-przerywam mu.
-W brew pozorom trudno jest znaleźć taką osobę,z którą chciałoby się stworzyć coś na poważnie. Dziewczyny,z którymi się spotykałem,raczej nie brały naszego związku na poważnie.Jedne leciały na kasę inne może zabawiały się z nudów.A ty...
-A ja poleciałam na samochody.
-Chciałem powiedzieć,że jesteś inna.Nigdy nie umiałem zatrzymać przy sobie dziewczyny.Gdy trafiła się jakaś,która nie widziała rozpieszczonego dzieciaka,ja...po prostu nie czułem się z nimi dobrze.Ale kiedy pojawiłaś się ty.Zrozumiałem,że w życiu jest o co walczyć.-to co przed chwilą powiedział,trafiło w moje serce.Przysówam się i mocnej się do niego przytulam.Louis obejmuje mnie i składa delikatny pocałunek na moich ustach.

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 23

Rozdział 23


   -Gdzie jedziemy?
-A gdzie byś chciała?
-Wow.Chyba pierwszy raz dajesz mi wybór.
-Bez przesady.To co chcesz robić?
-Nie wiem.Może zawieź mnie do domu?
-To odpada.Dawaj dalej.
-Skoro mój pomysł ci się nie podoba to powiedz swój.
-Jedziemy do restauracji.
-Super ale pominąłeś ważny szczegół.Jest zimno i bolą mnie nogi od tych szpilek i jeszcze...
-Tak,tak.Poplamiona sukienka.Dlatego najpierw pojedziemy do sklepu.Musisz się przebrać.-patrzę na niego zdezorientowana.Jest 20,żaden sklep z ciuchami nie będzie otwarty.
-Co kombinujesz?
  Kilka minut później Louis parkuje swojego czarnego mercedesa przed sklepem odzieżowym. Chłopak wyciąga z kieszeni,swojej marynarki,klucz,którym otwiera drzwi.
-Skąd masz klucz?-pytam gdy wchodzimy do środka.
-To sklep mojej ciotki.-mówi i zapala światła oraz wyłącza alarm-Zostawiła kiedyś u nas klucze gdy chciałem je jej oddać powiedziała,że mogę je zatrzymać.Jak ona to ujęła?"Zaimponujesz dziewczynie dając jej sklep z ubraniami tylko dla niej.Ale pamiętaj!Nic za darmo."-wzrusza ramionami jakby to nie było nic wielkiego-Więc,wybieraj.-wskazuje pomieszczenie po czym siada na kanapie i wyciąga telefon.
-Powinnam zadzwonić do Ashley.Będzie się martwić.-mówię przeglądając ubrania i co chwilę zerkając na tę samą cenę aby upewnić się,że tyle cyferek mi się nie przywidziało.
-Daj mi swój telefon to jej powiem,że jesteś ze mną a ty coś wybierz bo nie zdążymy.-podaję mu urządzenie i wracam do oglądania.Dziwnie się czuję wybierając sobie ciuchy w opustoszałym sklepie.Czy to nie podchodzi pod włamanie?Ale Louis miał klucz.A może go ukradł a nie dostał?
   Przesuwam kolejny wieszak aż trafiam na faja bluzkę i spodnie do kompletu.Biorę zestaw i idę do przymierzalni.
-Ej!Czekaj,czekaj.-zatrzymuje mnie głos Louisa-Tylko to?-spogląda na ubrania,które trzymam w ręce-Ty chyba nie umiesz robić zakupów.Miałaś wziąć wszystko co ci się podoba.Idź coś wybierz albo ja to zrobię.
-Dobra.-mówię niechętnie i odwracam się i wracam do przeglądania.Zabieram kilka ubrań i gdy chcę je przymierzyć pojawia się Lou,który dokłada mi jeszcze jakieś 20 wieszaków.Cała obładowana idę do przymierzalni.Zakładam jakąś sukienkę i przeglądam się w lustrze.
-Gotowa?
-Tak-odpowiadam i odsłaniam zasłonę i pokazuję kreację Louisowi
-Odpada.-przymierzam jeszcze inne ubrania ale każde jak do tej pory nie pasuje chłopakowi. "Zbyt długa","Szukamy czegoś innego".Mam dość tego przymierzania.Najpierw mnie pospieszał a później dodał sam jakieś ubrania.
  Zakładam czarne spodnie i ciemną koszulę.Ponownie pokazuję się brunetowi i czekam na opinię.
-Wyglądasz jakbyś miała iść na pogrzeb.
-To nie ty w tym będziesz chodzić
-Ale spójrz wyglądasz w tym smutno.
-A ty co projektant mody?Może czarny jest modny?-chłopak kręci głową i każe mi wrócić do przymierzalni.Zakładam jakąś koszulkę i bluzę na to.Mi się podoba i nie zamierzam się przebierać.
Gdy wychodzę,Louis podnosi kciuki w górę i się uśmiecha.
-Nie mogłaś od razu tego założyć?
-Nie.-odpowiadam po czym zabieram swoje buty i sukienkę.Podchodzę do Louisa,który wkłada pieniądze do kasy.-Czekaj.Przecież to kosztuje fortunę.Nie musisz...
-Daj spokój.-przerywa mi
-Ale...
-Żadnego ale.Potraktuj to jako prezent.-zamyka kasę i ciągnie mnie do wyjścia po czym zamyka sklep.
   -Dziękuję.-mówię gdy siedzimy w jego samochodzie.
-No to skoro wydałem pół portfela na twoje ubrania nie licz na prestiżową restaurację.
-Szczerze mówiąc nie jestem głodna.
-W takim razie mam lepszy pomysł.-Louis skręca w jakąś ulicę i staje przed cukiernią. Wchodzimy do środka i zamawiamy lody.
-Chociaż raz daj mi zapłacić.-mówię gdy chłopak sięga do kieszeni aby wyciągnąć portfel.Kładę wyznaczoną sumę na ladzie po czym razem opuszczamy budynek i siadamy na ławce koło London Eye.
-Co się właściwie wydarzyło dziś u Kate?
-Nie wiem o co jej chodzi.Poprostu podeszłą do mnie i niechcący mnie oblała.
-Myślę,że jest zazdrosna.
-Też tak myślałam.Ale z drugiej strony o co ma być zazdrosna?O to,że się przyjaźnimy?
-Nie wiem.Strasznie mnie wkurza.
-Nie tylko ciebie.Wracamy już?
-Jasne.
   Kilka minut później Louis parkuje swój samochód pod moim domem.
-Zawsze jesteś taki grzeczny i odwozisz dziewczyny do domu?
-Wolisz niegrzecznych chłopców?Nie ma sprawy.-odpowiada i z piskiem opon odjeżdża z podjazdu. Chcę zapytać co znowu wymyślił ale uniemożliwia mi to jego telefon.
-Co się z tobą dzieje?-słyszę głos Liama co nie jest łatwe przez lecącą w tle muzykę i krzyki.
-Impreza nam się nie podobała i wyszliśmy.
-Czyli jesteś z Eleanor?
-Tak.
-A gdzie jesteście?
-Jedziemy na OG.Przyjedziecie?
-Pewnie.
-Spoko do zobaczenia na miejscu.
-Co to jest OG?-pytam
-Skrót?
-Od?
-Oglądanie gwiazd.