Strona gówna

Bohaterowie

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 31

Rozdział 31


      Całujemy się jakiś czas dopóki nie dochodzi do mnie co robię.Delikatnie odsuwam się od Louisa,jenak on się przysuwa i całuje moje usta.
-Przepraszam.Nie powinnam tego robić.-chłopak jakby nie słysząc moich słów ponownie mnie całuje
-Nie gniewam się.-mówi z uśmiechem i zerka na zegarek w telefonie-Chyba powinniśmy wracać.
-Umiesz popsuć humor.-odpowiadam i podnoszę się z koca.Chłopak robi to samo i staje naprzeciwko
-Wiem co ci go poprawi.-uśmiecha się i zbliża swoją twarz do mojej ale ja w ostatniej chwili wymijam go i zaczynam pakować nasze rzeczy.
   -To widzimy się jutro?-pyta się mnie chłopak gdy stoimy przed moim domem.
-Może?Będę zmęczona po pracy.
-To porobimy coś żebyś odpoczęła.-kręcę głową i uśmiecham się.Louis całuje mnie ale ja go lekko odpycham.Chłopak patrzy na mnie podejrzliwie.
-Chyba miałeś jechać.-cmokam go szybko po czym odwracam się i wchodzę do budynku.Zmieniam ubranie,włączam muzykę i biorę się za sprzątanie.

*Louis*

   Wsiadam do auta i odjeżdżam w kierunku domu Nialla,gdzie mam się spotkać z chłopakami. Zerkam na miejsce,na którym przed chwilą siedziała Eleanor.Myślę o jej cudownych oczach i słodkich ustach.Dopiero po chwili zauważam że na siedzeniu leży jej komórka.
   Pukam do drzwi ale nikt mi nie otwiera.Zapewne przez głośną muzykę.Łapię za klamkę i z zadowoleniem stwierdzam,że drzwi są otwarte.Wchodże do środka i rozglądam się po pomieszczeniu
w poszukiwaniu brunetki.Po chwili dostrzegam ją tańczącą w kuchni.Wygląda to dość zabawnie.Brnetka śpiewa,sprząta i tańczy równocześnie.
   Podchodzę do niej cicho i kładę ręce na jej biodra.Dziewczyna podskakuje wystraszona a ja wybucham śmiechem.
-Co ty tu robisz?!-chyba jest zła.

*Eleanor*

-Podziwiam twój taniec.-odpowiada wzruszając ramionami.-Zostawiłaś telefon.-macha mi urządzeniem przed twarzą.Sięgam po nie ale on w ostatniej chwili je zabiera i chowa za plecami. -Chyba coś mi się należy?-mówi i wskazuje na swój policzek.
-Wystraszyłeś mnie.Nic ci się nie należy.-mówię i ponownie sięgam po urządzenie.
-Buziak albo zapomnij o telefonie.-Louis nadstawia policzek i kiedy mam go pocałować odwraca głowę i delikatnie muska moje usta.
-Zabawa jak w przedszkolu.-chłopak oddaje mi urządzenie z uśmiechem
-Nie ma za co.
-Naprawdę mnie wystraszyłeś.
-Trzeba zamykać drzwi.-chłopak podchodzi do mnie cmoka mnie w policzek i wychodzi.
   Gdy kończę sprzątanie siadam zmęczona na kanapie i włączam jakiś program.Słyszę swój telefon i zerkam na wyświetlacz.
-Hejka!-słyszę radosny głos mojej przyjaciółki.
-Hej!Jak twój wyjazd?
-Jest cu-do-wnie.-dziewczyna zaczyna opowiadać co robiła przez kilka dni i jakie ma plany i o wielu
innych rzeczach.-Szkoda,że cię tu nie ma.Rozgadałam się.Powiedz co u ciebie.
-W sumie to nic takiego.Rozbiłam samochód,byłam w szpitalu,całowałam się z Louisem,miałam piknik na dachu.Po za tym chodzę do pracy...
-Czekaj,czekaj.Chyba nie nadążam.Całowałaś się z Louisem?!
   Oczywiście z wszystkich wydarzeń musiała wybrać to.
-Czyli jesteście parą?
-Co?! Nie.My...Nie wiem.
-Dlaczego masz wątpliwości?
-To było tylko kilka pocałunków.Nawet nie spytał się czy zostanę jego dziewczyną.
-Uwierz mi mało kto się już o to pyta.
   Budzę się rano i zaczynam szykować w biegu do pracy bo oczywiście musiałam zaspać.Gdy biegam po domu jak opętana słyszę dźwięk swojego telefonu.Sprawdzam wiadomość od Louisa.
"Czy najpiękniejsza dziewczyna pod słońcem już wstała? :)"
"Tak" -odpowiadam krótko i kończę śniadanie.
"Masz ochotę się spotkać?"
"Żartowałam.Nadal śpię."-słyszę dzwonek telefonu.
-Skoro śpisz to jak to możliwe,że ze mną piszesz?-pyta chłopak po drugiej stronie.
-Czepiasz się szczegółów.Przecież wiesz,że pracuję.
-Możesz wziąć wolne.
-Już wczoraj to zrobiłam.Chcesz żeby mnie wylano?
-Tak,bo wtedy miałabyś czas dla mnie.
-Ale ty jesteś samolubny.Kończę bo przez ciebie się spóźnię.
   Gdy wracam do domu zauważam samochód Louisa.
-Znowu ty?-pytam gdy widzę bruneta obok auta.
-Ale ty jesteś miła.Jedziemy na imprezę.
-A nie możesz jechać sam?Naprawdę...-chłopak nie daje mi dokończyć i łączy nasze usta.
-Proszę.-mówi błagalnym głosem.
-Idę się przebrać.-mówię na co chłopak się uśmiecha.
  Zmieniam szybko ciuch i kilka sekund później jedziemy na imprezę.Wysiadamy z auta i idziemy,trzymając się za ręce, w stronę śmiechów i muzyki.
-Cześć!-witamy się ze wszystkimi,którzy zgromadzili się wokół ogniska rozpalonego nad jeziorem.
-O czym dyskutujecie?-pyta Louis.
-Chłopaki twierdzą,że nie przeżyłybyśmy bez nich nawet doby.-odpowiada Sophia.
-Co?To raczej wy byście nie przeżyli bez nas.-mówię i zerkam na chłopaków.
-Czyżby?-pyta Louis i patrzy na mnie.
-No to się załóżmy.-proponuje Zayn.-wymieniam uśmiechy z dziewczynami.
-Jak mamy wam udowodnić,że jesteśmy lepsze?
-Wyjedźmy na weekend do lasu.-poroponuje Sophia.-Jeżeli się nie zgubimy i wrócimy w niedzielę wieczorem,przyznacie,że jesteśmy lepsze.-Louis otwiera usta z zaskoczenia.
-Zgoda.-Sophia i Liam podają sobie dłonie na znak zakładu.
-To kiedy jedziemy?-pytam
-Już chcesz ode mnie uciec?-słyszę głos Louisa i czuję jego usta tuż przy swoim uchu.
-Solidarność dziewczyn.-mówię z uśmiechem i włączam się do rozmowy odnośnie naszego wyjazdu.

środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 30

Rozdział 30


   Czuję jak ktoś lekko mną potrząsa abym się obudziła.
-Hmmm?
-Pokażę ci pokój,w którym będziesz spała.-Louis pomaga mi wstać z kanapy i prowadzi mnie na górę.Chłopak otwiera jakieś drzwi i przepuszcza mnie abym weszła pierwsza.Pomieszczenie jest prześliczne.Wygląda jak pokój w jakimś drogim hotelu a nie jak pokój gościnny.-Tutaj jest łazienka.-mówi i wskazuje na drzwi po prawej.-Chodź ze mną to dam ci coś do spania.
   Chcę odpowiedzieć,że nie trzeba ale uświadamiam sobie,że jestem w koszulce na której są plamy krwi,więc tylko kiwam głową i idę za brunetem.Wchodzimy do jego pokoju,który niewiele różni się od gościnnego.Laptop i kilka książek oraz wieża i płyty-to jedyne różnice jakie dostrzegam.
-Dlaczego twój pokój wygląda jak...?-nie mogę znaleźć właściwego słowa aby dokończyć pytanie.
-Jak nie mój pokój?-kończy za mnie i wzrusza ramionami.
   Podaje mi koszulkę i chce dać jeszcze spodnie ale ich nie biorę.Chłopak zatrzymuje się tuż przed wejściem do pokoju gościnnego.
-Będę obok.Jakbyś czegoś potrzebowała.-mówi i uśmiecha się po czym wraca do siebie.
   Wchodzę do łazienki i ściągam z siebie brudną koszulkę i spodnie.Nie uśmiecha mi się brać prysznica w cudzym domu w obcej łazience ale desperacko go potrzebuję.Chcę zmyć z siebie cały ból dzisiejszego dnia.Wchodzę do kabiny i szybko się myję.Zakładam koszulkę Louisa i kładę się na łóżku.I teraz,gdy jestem sama,pozwalam sobie na płacz.Łzy cisnęły mi się do oczu niemal cały czas ale próbowałam je powstrzymać.Co pewien czas z moich ust wydobywa się szloch więc zakrywam je aby Lou niczego nie usłyszał.Po chwili do moich uszu dochodzi dźwięk otwieranych drzwi.
-Eleanor?-pyta chłopak ale ja nie odpowiadam,mając nadzieję,że nic nie słyszał i myśli,że śpię.Drzwi zamykają się a ja oddycham z ulgą.Czuję jak materac ugina się pod ciężarem drugiej osoby.Louis obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie.Składa pocałunek na moim rannym ramieniu a potem na głowie.Mimowolnie się uśmiecham i cieszę się,że jest obok.
   Gdy budzę się rano,druga strona łóżka jest pusta.Może go tu nie było?A to był tylko sen?Schodzę na dół po schodach do kuchni.
-Hej.Głodna?-pyta i nie czekając na odpowiedź podchodzi do lodówki-Nie mam zbyt dużego wyboru.Ale mogę zaproponować ci płatki.Może być?-pyta zamykając drzwiczki.
-Pewnie.-odpowiadam i próbuję się uśmiechnąć.
   Podczas śniadania brunet ma,jak zwykle,coś do powiedzenia.
-Jak się czujesz?-pyta nagle a ja podnoszę na niego wzrok.-Przepraszam nie powinienem pytać. -dodaje speszony i zabiera nasze miski po płatkach.
-W porządku.Nie musisz przepraszać.Naprawdę doceniam to,że się tak o mnie troszczysz i,że po tym wszystkim chcesz się w ogóle ze mną zadawać.
-Co masz na myśli?
-No wiesz...To wszystko.Mojego szefa,ojca,twój samochód...
-To przecież nie ma znaczenia.To nie twoja wina,że masz takiego ojca i dziwnego szefa i,że jelenie wyskakują na drogę kiedy prowadzisz.-uśmiecham się na ostatnie słowa.Chłopak obejmuje mnie a ja odwzajemniam uścisk.-Liczy się to jaka jesteś.
-Dziękuję.To dużo dla mnie znaczy.
-Dlatego mam propozycję.-odsuwam się od niego i patrzę zdziwionym wzrokiem.-Jeżeli u mnie zamieszkasz to będę ci mówił takie rzeczy codziennie.
-Przecież wiesz,że nie mogę.
-Oczywiście,że możesz jesteś dorosła i nie zasługujesz na to co on ci robi.Swoją drogą jak to się stało,że nie byłem na twoich osiemnastych urodzinach?
-To była mała impreza.Nieważne.Czyli twoim zdaniem powinnam go tak po prostu zostawić?Nie mogę tego zrobić.Został mi tylko on.
-Masz przecież mnie.-mówi i patrzy na mnie przenikliwym wzrokiem
-Wiem.To wszystko jest zbyt skomplikowane.Muszę wrócić do domu.Wiesz o tym.
-A co jak znowu cię uderzy albo zrobi coś gorszego?
-W tedy go zostawię.
-Nie zamierzam czekać aż cię skrzywdzi.
-Muszę wracać.George nie lubi spóźnień.
-Zadzwoń i powiedz,że nie najlepiej się czujesz.Wczoraj byłaś w szpitalu.
-Nie mam nic lepszego do robienia.
-Od czego masz mnie?Chyba każda dziewczyna lubi zakupy?
   -Masz rację każda dziewczyna uwielbia takie zakupy.-mówię gdy przechodzimy między półkami jakiegoś marketu.
-Musimy kupić jedzenie.Chyba widziałaś pustki u mnie.Nie martw się później będzie fajniej.
-Już się boję.-mówię i zerkam na wypchany wózek.
   Po pewnym czasie chłopak parkuje samochód pod jakimś budynkiem.Wysiadamy z auta a Louis wyciąga z bagażnika nasze zakupy.
-Gdzie idziemy?
-Masz lęg wysokości?
-Nie wiem.Zależy co wymyśliłeś.-chłopak uśmiecha się i otwiera drzwi.Kierujemy się do windy i jedziemy na samą górę.-To hotel twoich rodziców?
-Tak.-odpowiada gdy wychodzimy z windy i wchodzimy po schodach,które prowadzą na dach.
-I co niby mamy tu robić?
-Piknik.
-No tak z tobą zwykły piknik jest niezwykły.
  Po skończonym posiłku kładziemy się na kocu.Louis bierze mój telefon i puszcza piosenkę.Leżymy obok siebie i w ciszy słuchamy muzyki.Chłopak przysuwa się do mnie i mnie obejmuje.
-Cieszę się,że cię mam.-mówię i pochylam się aby go pocałować.