Strona gówna

Bohaterowie

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 29

Rozdział 29

Z dedykacją dla biglove :)

   Gdy wchodzę do domu zauważam,że cały hol zastawiony jest butelkami po alkoholu.Powinnam to posprzątać ale nie mam już czasu.Biorę szybko prysznic,zmieniam ubranie i wychodzę do pracy.
   Cały dzień mija mi dość spokojnie bo klientów,na szczęście,nie jest za dużo.Po skończonej zmianie szykuję lokal na jutrzejszy dzień i wychodzę do domu.
   Oczywiście,bałagan nie zniknął co oznacza długie sprzątanie.Jednak jestem tak zmęczona,że postanawiam zostawić to na jutro.Przechodzę do kuchni i gdy się odwracam widzę mojego ojca.
-Gdzie byłaś?
-W pracy.
-A przed pracą?-jestem tak zaskoczona tym,iż zauważył moją nieobecność,że nie wiem co powiedzieć.Podchodzi do mnie bliżej a ja czuję jak moje nogi robią się jak z waty.
-Ze znajomymi.
-Ze znajomymi?-śmieje się i kręci głową-Czy widzisz jak wygląda dom?Tego bałaganu powinno dawno tu nie być.
-To nie moja wina.-mówię cicho.Ojciec patrzy na mnie gniewnie.
-Co powiedziałaś?Ty nic nie warta szmato.-podchodzi do mnie i z ogromną siłą pcha mnie na szafkę.Mój łokieć uderza w wazon,który roztrzaskuje się na tysiące kawłków.Czuję w ręce palący ból.Przyciągam ramię do siebie i zauważam cieknącą krew.Podnoszę się z podłogi i wychodzę z domu.Po moich policzkach ciekną łzy.
   Wyciągam telefon z kieszeni i zastanawiam się do kogo zadzwonić.Do szpitala mam 5 kilometrów więc na pewno nie dojdę tam na piechotę.Ashley jest w Grecji a Louis w barze.W końcu decyduję się zadzwonić po taxi ale po kilku próbach nikt nie odebrał.
-Eleanor!-słyszę znajomy głos ale się odwracam.Jednak chłopak jest szybszy i po chwili staje na przeciw mnie.Od razu gdy zauważa moje łzy,przytula mnie do siebie.
-Co się stało?-pyta i mi się przygląda ale ja tylko kręcę głową nie mogąc wydobyć z siebie słowa. -Musisz jechać do szpitala.-chłopak zaczyna prowadzić mnie na parking.Szukam jego samochodu ale gdy brunet podchodzi do motoru jestem przerażona.
-Nie możemy zadzwonić po taxi?
-Tak będzie szybciej.-Louis podchodzi do mnie z zamiarem założenia mi kasku na głowę ale ja szybko się odsuwam.Eleanor,proszę cię!-mówi podniesionym głosem co sprawia,że uświadamiam sobie co robię.Wsiadam na motor i obejmuję bruneta w pasie.
   Po kilku minutach jazdy chłopak parkuje pod szpitalem.Wchodzimy do budynku i biegniemy po schodach na piętro gdzie znajduje się recepcja.Gdy idziemy Louis obejmuje mnie ramieniem i całuje
w głowę aby dodać mi otuchy.
-Przepraszam...-zaczyna Lou ale kobieta w ogóle go nie słucha bo jest zajęta rozmową z jakąś kobietą.-To ważne.
-Rozmawiam z pacjentką.
-Mam tu ranną dziewczynę!Musi pani wezwać lekarza!-chłopak powiedział to tak głośno,że wszyscy na korytarzu odwrócili się w naszą stronę.Nagle obok mnie pojawia się lekarz,który prowadzi mnie do jakiegoś pomieszczenia.Podaje mi znieczulenie i zaczyna szyć.
-Ma pani kilka szwów.Za 2 tygodnie trzeba będzie je ściągnąć.
-Dziękuję.-odpowiadam i wychodzę z gabinetu.Na korytarzu cierpliwie czeka na mnie Lou,który od razu mnie przytula.
-Wszystko okey?
-Jasne.-odpowiadam po czym opuszczamy szpital.Kiedy mijamy recepcję chłopak posyła zabójcze spojrzenie pielęgniarce.
   Tym razem siadam na motorze z mniejszym strachem.Brunet jedzie w zupełnie innym kierunku niż mój dom.Zatrzymuje się pod jakimś budynkiem,który wygląda jak z bajki.Louis otwiera drzwi i wpuszcza mnie do środka.
-Dlaczego mnie tu przywiozłeś?
-Dla twojego bezpieczeństwa.
-O czym ty mówisz?
-Te krzyki u ciebie w domu,siniaki,zadrapania,teraz twoje ramie.Powiedz mi co się stało.
-Nie uwierzysz jak powiem,że się wywróciłam?
-Nie.Na początku gdy powiedziałaś,że ten siniak pojawił się bo się potknęłaś to mogłem w to uwierzyć.Ale gdy odwoziłem cię przez ten miesiąc słyszałem jak twój tata imprezuje ze znajomymi.
-Po prostu go zdenerwowałam a on mnie popchnął przez co zbiłam wazon.
-Nie miał prawa tego robić.A dlaczego cię nie zawiózł do szpitala?-to pytanie mnie zacięło.Nie było na nie odpowiedzi.-Zrobię nam coś do picia a ty możesz obejrzeć dom.-posyła mi uśmiech i znika w kuchni.Zaglądam do najbliższego pokoju,który okazuje się być salonem.Dalej wchodzę do małego pomieszczenia,w którym znajduje się biblioteczka,kominek i pianino.
-Grasz?-pytam gdy zauważam chłopaka.Louis siada przy instrumencie i wskazuje na miejsce obok siebie.Brunet zaczyna grać spokojną melodię a jego palce poruszają się po klawiszach z niezwygłą sprawnością.-Wow.
-To nic wielkiego.-mówi i kieruje mnie do salonu gdzie czeka na nas herbata.
   -Jak się czujesz?-pyta a ja czuję jak w moich oczach zbierają się łzy.-Przepraszam.Nie powinienem o to pytać.
-W porządku.-mówię i zerkam na niego-Dziękuję za pomoc.-czuję jak po moich policzkach ciekną łzy,które staram się ukryć.Louis,oczywiście je zauważa i po chwili czuję jak mnie do siebie przyciąga i przytula.Nawet nie wiem kiedy zasypiam.

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 28

Rozdział 28


   Kiedy otwieram oczy,czuję niewyobrażalny ból.Zerkam na Lily,która dopiero co się ocknęła.
-Nic ci nie jest?-pytam.
-Bywało lepiej.
-Przepraszam.To moja wina...
-Daj spokój.Nie martw się lepiej zobaczmy co z autem.
   Wysiadamy i z przerażeniem przyglądam się wgniecionej masce.
-Louis mnie zabije.
-Nie jest tak źle.-próbuje mnie pocieszyć brunetka ale ja wiem,że jest źle.-Sprawdźmy czy silnik odpali.-ponownie wsiadamy do samochodu,gdyż zaczęło jeszcze bardziej padać, i próbujemy odpalić.Niestety bez skutecznie.-Zadzwoń do Louisa.
-Zły pomysł.Lepiej zadzwońmy po pomoc drogową.
-Albo do Nialla.Nie wypił tak dużo więc da radę przyjechać.
   Lily wyciąga telefon i dzwoni do swojego chłopaka.
-Niall,musisz po nas przyjechać.
-Co się stało?
-Cicho!Wyjdź z pokoju.Posłuchaj miałyśmy wypadek ale nic nam nie jest.Poprostu po nas przyjedź.
-Okey.A gdzie jesteście?
-Na okrężnej drodze.Ale nic nie mów Louisowi.
-Postaram się być jak najszybciej.
   Po kilkunastu minutach czekania,zauważamy światła.Wysiadamy z samochodu i idziemy w stronę blondyna,który zakłada kaptur aby ochronić się przed deszczem.Jesnak,jak się okazuje nie jest sam.Chwilę potem dołącza do niego Lou.
   Niall od razu przytula Lilly.Gdy widzę,idącego w moją stronę,bruneta opuszczam wzrok bojąc się zobaczyć jego rozczarowanie i złość.Zaufał mi i dał mi swój ukochany samochód a ja go rozbiłam.
   Czuję jak moje oczy wypełniają się łzami,które z trudem powstrzymuję.I w tym momencie Louis robi,coś czego bym się nie spodziewała.Mocno mnie do siebie przytula.
-Nic ci nie jest?-pyta a ja w odpowiedzi tylko kręcę głową.
-Tak mi przykro...-próbuję powiedzieć jakieś sensowne zdanie ale nie mogę nic z siebie wydobyć.
-Najważniejsze,że wam nic nie jest.-mówi i całuje mnie w głowę.
   Odsuwamy się od siebie a ja posyłam mu uśmiech,w myślach dziękując za to,że nie jest zły.
-Przepraszam.Wiem,że to twoje ulubione auto.
-Nie może być tak źle.-brunet trzyma mnie za rękę i po chwili ją puszcza aby obejrzeć samochód.Nie chcę patrzeć na jego reakcję więc podchodzę do Lily.
-Przepraszam...-zaczynam ale dziewczyna nawet nie daje mi dokończyć.
-Nie przejmuj się.-posyła mi swój uśmiech i mnie przytula.
   Po chwili słyszę działający silnik.Louis wysiada z auta,uśmiechając się do mnie.
-Mówiłem,że nie jest źle.-Niall i Lily wsiadają do samochodu blondyna a ja z Louisem do jego.-Nie powinienem pozwolić ci jechać.Jak to się stało?
-Rozmawiałam z Lily i nagle na drodze pojawił się jeleń i jeszcze ten deszcz...Przepraszam...
-Nie musisz mnie przepraszać.Nie jestem zły..mówi a ja pochylam się i całuję jego policzek.
   Podjeżdżamy pod dom Zayna,wyciągamy zakupy z samochodu i nie pukając wchodzimy do domu.
-Sprowadzaliście to jedzenie z zagranicy?-pyta Zayn wchodząć do przedpokoju.Bierze od nas reklamówki i uważnie nam się przygląda.-Coś się stało?
-Był mały wypadek.
-Nic nikomu nie jest?
-Nie.-odpowiada Lou i obejmuje mnie.
-Jaki wypadek?-pyta Perrie
-Prawie potrąciłam jelenia.
-Co?!-pytają równocześnie Lucy,Sophia i Perrie.
-Ale wyhamowałam i uderzyłam w drzewo.
-Wszystko dobrze?Może powinnyście pojechać do lekarza.-sugeruje Liam.
-Oh.Dajcie spokój i włączcie jakiś film.-odpowiada Lily i wygodnie siada na kanapie.
   To już chyba piąty film,który oglądamy.Moja głowa zaczyna mimowolnie opadać na ramię Louisa.
Następnego dnia budzę się przytulona do bruneta.Chłopak trzyma swoją rękę na mojej talii i mnie obejmuje.Zerkam na jego twarz ale wygląda na to,że nadal śpi.
-Cześć.-Perrie wita się szeptem i wysuwa się z objęć Zayna.Delikatnie ściągam z siebie rękę Louisa,tak aby go nie obudzić.-Masz ochotę na śniadanie?
  W kuchni smażymy naleśniki,które znikają w ułamku sekundy,za sprawą chłopaków.
-Będziemy się zbierać.-informuje Louis po skończonym śniadaniu.
-Musicie iść?
-Za godzinę idę do pracy,-odpowiadam na pytanie Sophii.
   -Nie odbiorę cię dziś z pracy.-mówi brunet gdy parkuje pod moim domem.-Poradzisz sobie?
-Jasne.Może mój szef mnie podwiezie.-odpowiadam co spotyka się ze śmiechem chłopaka.
-Gdyby coś się działo,dzwoń.
-A co będziesz robić?
-Idziemy z chłopakami do clubu.No wiesz czasem trzeba od was odpocząć.-przewracam oczami i wysiadam z damochodu.-Masz na jutro jakieś plany?
-Na pewno nie związane z tobą.
-Przekonamy się.