Strona gówna

Bohaterowie

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 12

Rozdział 12
Nie zgadzaj się.Nie możesz zostawić ojca,on cię potrzebuje.Nie bądź egoistką.
-Nie mogę.

-Chociaż to przemyśl.Może zmienisz zdanie.-potakuję głową-Choć odprowadzę cię.-wysiadamy z samochodu i idziemy w stronę mojego domu.Kiedy dochodzimy pod drzwi słyszę szereg przekleństw a potem krzyk radości.Kilka sekund później dochodzą dźwięki tłuczonego szkła.
-Co to?
-Znowu kot?
-Pytam poważnie.
-Mała imprezka?Powinnam iść opanować gości.To na razie.-mam już otworzyć drzwi ale Louis łapie mnie za rękę i uniemożliwia mi wejście do domu.-Co robisz?
-El,nie żartuj.Co się tam dzieje?
-Nic.To po prostu... mój tata i...kilka jego znajomych.
-To chyba męska impreza.-mówi i spogląda na drzwi.-Na pewno powinnaś iść do domu?Może zabiorę cię do siebie?
-Nie,nie trzeba.-mówię lekko zakłopotana.
-A wracając do Warnera.Trzymaj się jak najdalej od tego gościa.Jest naprawdę niebezpieczny.
-Ale myślałam,że...
-Proszę.Zrób to dla mnie.-potakuję glową.
-A co się stało w tamte wakacje?
-Niezła historia.Kate była pijana i podpaliła sobie włosy a potem nosiła perułkę.Nikt nie słyszał o tej plotce bo nikt tego nie pamięta.Oprócz mnie.
-Nie chcę wiedzieć jak to się stało.
-Kiedyś ci opowiem ale teraz muszę iść.Dobranoc.-pochyla się i całuje mój policzek.-Jakby coś się działo,dzwoń.-dodaje kiedy jest już przy samochodzie.Wchodzi do mercedesa i odjeżdża.Otwieram drzwi i wbiegam po schodach do swojego pokoju.Zakładam piżamę i odpływam w krainę snów.W nocy śni mi się koszmar.Znowu ten sam.Tak samo dziwny i z takim samym zakończeniem.To chyba nie jest normalne?Kiedy się budzę jest 9.23.Dziś niedziela więc jutro zakończenie.Ostatnio zaczęłam się zastanawiać co dalej.Nie chcę spędzić całego życia tak jak do tej pory.Myślałam o wyjeździe do mamy ale później przypomiałam sobie o tacie.Szkoda bo to będą kolejne wakacje spędzone w domu.Chociaż jest jeszcze ta propozycja Louisa...O nie,nie.Muszę odciągnąć od tego wszystkiego myśli więc wybieram jakiś film.Wypadło na "Wiecznie Żywy".Potem gotuję obiad,czytam książkę,szykuję ubrania na zakończenie i zanim się obejrzę jest godzina 17.Zmieniam ubrania i postanawiam wyjść na spacer.Kiedy przechodzę obok boiska zauważam Alex'a.Chłopak patrzy w moim kierunku,mowi coś kolegom i podchodzi do siadki,która ma odgradzać pole do gry od chodnika.
-Cześć.-mówimy w tym samym czasie.
-Co słychać?-pyta

-Po staremu.A tobie jeszcze nie znudziło się kopanie piłki?
-Ostatni mecz.Kevin,Michael,Ed,wyjeżdżają więc...Szkoda,że nie idziemy razem na imprezę.Ale może Louis nie zabije mnie jeśli zaproponuję ci dziś wspólne wyjście?
-Raczej nic mu do tego.-chłopak uśmiecha się.
-Super,to za godzinę?Przyjadę po ciebie.
-Okey to do zobaczenia.-mowię i odchodzę.Wpadam do domu jak torpeda i zaczynam się szykować.Robię makijaż,układam włosy i próbuję znaleźć odpowiednie ubranie.W końcu decyduję się na czarną sukienkę na ramiączka.Pakuję najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i wychodzę przed dom w chwili gdy Alex parkuje samochód.Chwilę potem dojeżdżamy do jakiegoś klubu.Sala wypełniona jest ludźmi,którzy tańczą w nieokreślonym rytmie.Alex łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę baru.Jakaś para odchodzi a my zajmujemy jedyne wolne miejsca.Brunet zamawia dla nas alkohol.
Kiedy kończymy już któreś napoje brunet próbuje wyciągnąć mnie na parkiet.
-O nie,nie.Ja nie umiem tańczyć!-krzyczę próbując przekrzyczeć muzykę.
-No to najwyższa pora się nauczyć.-łapie mnie za rękę i ciągnie na parkiet.Chłopak pokazuje jakieś dziwaczne ruchy.Stoję i mu się przyglądam potem jednak i ja zaczynam tańczyć.Kilka piosenek potem rozbrzmiewa moja ukochana nuta. https://www.youtube.com/watch?v=IFCZP1Nz3Ds&index=23&list=WL Chłopak kładzie ręce na mojej tali i przyciąga mnie bliżej siebie.Po chwili pochyla się i mnie całuje.Niewiem ile czasu to trwa ale mam wrażenie,że to tylko sekundy.Chłopak odsuwa się odemnie.
-Chodźmy.-mówi i ciągnie mnie z parkietu.

*Louis*

-Tomlinson,Tomlinson!-zaczęli wiwatować moje imię po wygranym wyścigu.Kiedy wszystko się skończyło chłopcy koniecznie chcieli uczcić moje zwycięstwo.Poszliśmy do klubu.
-Za mistrza Louisa.-wzniósł toast Zayn.Strasznie cieszyłem się z tego zwycięstwa ale chyba słabo to okazywałem bo w mojej głowie siedziała pewna brunetka.
-No to jak ci idzie nasz zakład?-pyta Harry
-Bardzo dobrze.
-Serio?-pyta z wątpliwością

-Nie wierzysz we mnie Styles?
-Jak mógłbym nie wierzyć?Ale jak wam nie wyjdzie to do akcji wchodzi Harry Styles.-no i w tej chwili przesadził.Nie będzie jej podrywać.
-A jaka ona jest?-pyta Niall
-Wyjątkowa.
-Wyjątkowa?-pyta z niedowierzaniem Liam i uderza mnie łokciem.-Nigdy nie mówiłeś tak o żadnej dziewczynie.Czy mi się wydaje czy ona ci się podoba?
-Co?!Oczywiście,że nie...
-Dobra,dobra-przerywa mi Zayn-za dobrze cię znamy.-Nigdy nie starałeś się tak o żadną dziewczynę.Przecież nasze zakłady nie mają sensu.To tylko wygłupy.
-Dla mnie mają-wcina się Harry a Zayn posyła mu mordercze spojrzenie.-No to może niech to będzie porządny zakład?
-Przestań Louis.Zrezygnuj z zakładu i pomyśl aby naprawdę z nią być.Przecież mógłbyś mieć w  końcu dzieczynę.To nie boli.-proponuje Zayn
-Oh,daj spokój.Ona jest ładna i w ogóle ale nic dla mnie nie znaczy.-kłamię i mam nadzieję,że brzmię wiarygodnie-Będzie moja.Zakład aktualny.
-Jeżeli nic dla ciebie nie znaczy to pewnie nie przejmiesz się jeśli powiem ci,że całuje się z innym chłopakiem.-od razu odwracam głowę w stronę,w którą patrzył Niall.Widzę Eleanor calującą Alex'a.Bez zastanowienia ruszyłem w ich stronę.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 11

W bohaterach pojawiły się nowe postacie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 11
-Jasne, z tobą nie można się nudzić.
-Nigdy.-odpowiada i pomaga mi wsiąść do wagonika.Po chwili pociąg rusza i wjeżdża w drzwi,które mają być ustami klauna.Na początku przejeżdżamy przez cmentarz.Nagle z mojej lewej strony pojawia się zombie,który łapie mnie za ramię a ja piszczę i łapię się za serce.
Po czym przysuwam się do Louisa i łapię go za rękę.Jedziemy dalej  i z nikąd nad naszymi głowami pojawia się duch a mnie coś łapie za nogę i znowu piszczę.Dlaczego ja oglądam tyle horrorów?Mijamy wampiry a potem wilkołaki. Chwilę potem moim oczom ukazują się olbrzymie pająki, które nie dość, że są paskudne to jeszcze się poruszają.Zamykam oczy.
-Widzę, że ktoś tu się boi pająków.-mówi roześmiany Louis a ja otwieram oczy tylko po to aby posłać mu mordercze spojrzenie.Mijamy te paskudy i nasz wagonik się zatrzymuje.Czym prędzej wysiadam z niego i zaczynam iść jak najdalej od tego domu.
-Naprawdę wystraszyłaś się tego zombie.-nabija się brunet.
-Bo ty nie byłeś lepszy z tym duchem.
-Jakby na ciebie wleciał.Ale musisz przyznać ,że było super.
-Powiedzmy.-nie licząc kilku chwil w których o mało nie dostałam zawału,było super-To co wracamy już?-ptam z nadzieją w głosie.
-Ty się nie umiesz bawić.-otwieram buzie ze zdziwienia.
-Jak na razie spotkały mnie tu same straszne rzeczy więc przepraszam,że nie potrafię się cieszyć.
-To może chodźmy do tunelu miłości?
-Wiesz,że to jest dla par?Takich prawdziwych?Co się kochają i tak dalej?
-A my to co?
-Żartujesz?-pytam i przewracam oczami-Chodźmy na to.-mówię i ciągnę chłopaka w stronę kolejki górskiej.
-Boisz się karuzeli ale kolejki już nie?-kiwam głową a chłopak dodaje cicho-dziewczyny są dziwne.
-Słyszałam.-szturcham go w ramie i ustawiamy się na końcu kolejki.-Dlaczego w tedy na wyścigach byłeś zły na Warnera?Nie lubisz go?-pytam
-Nie o to chodzi.-odpowiada patrząc przed siebie,odwraca się do mnie i dodaje-byłem zazdrosny.
-Co?-pytam i staram się opanować śmiech-O mnie?-zaczynam się śmiać.
-Nie rozumiem co cię tak bawi.
-Nie masz o co być zazdrosny.My nie jesteśmy razem.Serio,tylko o to?Myślałam,że jesteście rywalami.
-W pewnym sensie.-przesówamy się bliżej w kolejce.-Obawiam się ,że mogłaś mu się spodobać.
-Wątpię.-chwilę potem pomiędzy mną a Louisem staje Kate-blondi lala z naszej szkoły,która odpycha mnie ramieniem.
-Hej Louis!-wita się i obdarza go uśmiechem –miło,że zająłeś mi miejsce.Ale liczyłam,że pójdziemy do tunelu miłości.
Mówi rozżalonym głosem ale brunet pozostaje nie wzruszony.Przyglądam się tej sytuacji,która wygląda bardzo zabawnie i z trudem powstrzymuję śmiech.Louis posyła mi przepraszające spojrzenie.Blondynka podąrza za jego wzrokiem i obrzuca mnie pogardliwym spojrzeniem.
-A co ona tu robi?-pyta Louisa po czym odwraca się w moja stronę-Spadaj ty…-brunet łapie Kate za rękę i nie pozwala jej dokończyć.
-Kate.Idź stąd.-dziewczyna obejmuje go ale on ją odpycha.
-Ale to nasza randka.
-Raczej nie.Daj nam spokój.
-Wolisz ją odemnie?Jesteś ślepy?Ona wygląda jak jakaś przybłęda.
-Nie jestem ślepy i nie radzę ci jej więcej obrazić.
-Ale…-Kate próbuje coś dodać ale Louis jej przerywa.
-Nic nie mów.Idź stąd albo kilka osób dowie się co wydarzyło się dwa lata temu.-jej oczy powiększają się.Widać,że serio się przestraszyła.Poprawia włosy.
-To jeszcze nie koniec.-mówi do mnie i odchodzi.
-Nareszcie.
-Byłeś dla niej nie miły.Nie jest w twoim typie?
-Stanowczo nie.-to kto jest,mam ochotę zapytać ale nie robię tego bo Louis dodaje-za to ty jesteś.

 *Louis*

Mam dość Kate.Jest naprawdę denerwująca.Kiedyś byliśmy razem ale ona chyba nie rozumie,że to koniec.Kiedy zaczęła obrażać Eleanor przesadziła.Trochę zdziwiło mnie pytanie brunetki dotyczące Warner'a.Do tej pory był nie znaczącą konkurencją ale jeśli zacznie przystawiać się do El to tego porzałuje.To prawda byłem o nią zazdrosny.Czy to takie dziwne?

 *Eleanor*

-Było super.
-No nareszcie cos ci się spodobało.
-Ej,nie jestem taka wybredna
-Tak?To teraz ja wybieram atrakcję.
-Błagam nie…
-Tak tunel…
-Nawet nie kończ.Ja tam nie wytrzymam.-chłopak przewraca oczami-muszę już wracać.
-Jedna atrakcja.
-Nie.
-No nie daj się prosić.
-Nie.-chłopak wzdycha.
-Dobra ale kiedyś to dokończymy.
-Ja zawsze dostaje to czego chcę.-usmiecham się i zaczynam iść w stronę samochodu.
-To mój tekst.
   Gdy siedzimy w samochodzie Louis opowiada różne historię.Ale najlepsza jest o tym jak go i jego siostrę zatrzymała policja bo jechali za wolno.
-Serio.Niewiedzieliśmy co się dzieje.Mysleliśmy,że jedziemy zgodnie z przepisami.-dopiero po chwili udaje nam się opanować śmiech.-A gdzie jedziesz na wakacje?
-Nigdzie.-chłopak rzuca mi smutne spojrzenie a ja wzruszam ramionami.-A ty?
-Najpierw jadę ze znajomymi a potem z rodzicami.
-Fajnie.-to wszystko co udaje mi się powiedzieć przez rosnąca w moim gardle gule.Zamykam oczy i uspokajam się.Nagle czuję jak Louis łapie mnie za rekę.Zabieram ją-Patrz na drogę.-mówię widząc,że patrzy na mnie.Jakieś 10 minut później jesteśmy pod moim domem.-To…pa.-mam już wysiąść ale zatrzymuje mnie glos Louisa.
-Chcę abyś pojechała ze mną na wakacje.
-Nie Louis…
-Dlaczego?
-Znamy się kilka dni?Nie będę ci psuła wakacji?Nie znam twoich znajomych?Nie chcę?Nie mam kasy?Potrzebujesz więcej argumentów?Naprawdę dziękuję ci za ta propozycję ale nie mogę.
-Nie przeszkadza mi to ,że znamy się kilka dni.Do wyjazdu zdążymy się świetnie poznać.Jeżeli ze mną nie pojedziesz to będę miał zniszczone wakacje.Moi znajomi to nie problem.Możemy pojechać sami.Napewno chcesz.Nie wierze,że twoje wymarzone wakacje to siedzenie w domu.Pieniądze to nie problem.To ja cię zapraszam więc to ja płacę.-jestem tak zaskoczona,że Niewinem co mam powiedzieć.-Proszę.-nie chcę patrzeć na nadzieję w jego oczach więc patrzę w inną stronę ale chłopak bierze mój podbródek i przekręca moją głowę w swoją stronę.-Proszę.

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 10


Rozdział 10

W domu nie ma taty,ale to dobrze.Zanoszę zakupy do swojego pokoju.Naprawdę jestem zmęczona tymi zakupami bo Ashley nie mogła znaleźć idealnej sukienki na imprezę z okazji zakończenia roku szkolnego.Jak ona to ujęła?„Muszę wyglądać bosko bo to ostatnia szansa do pokazania kto tu ma gust.”Tak,ona stanowczo przesadza.Chowam sukienkę do szafy i schodzę do kuchni.Zjadam obiad,zmywam naczynia,oglądam jakiś program w telewizji. ”Nigdy cię nie opuszczę”-mówi jakiś chłopak do swojej dziewczyny.Szybko zmieniam kanał. Kiedyś myślałam,że istnieje coś takiego jak prawdziwa miłość ale to nie prawda.Kiedyś myślałam,że ja i mój chłopak-Mike jesteśmy jak te idealne pary.Na zawsze razem bla bla bla.
Dlatego wkurzyłam się na Louisa za ten pocałunek.Po pierwsze za to,że tak krótko się znamy i,że odkąd zerwałam z Mike’m,a raczej on ze mną,nie miałam chłopaka. Naprawdę lubię Louisa ale nie chcę być zraniona po raz kolejny.Tamtego dnia Mike odwołał naszą randkę.Powiedział,że jedzie gdzieś z rodzicami i nie ma opcji żeby się wyrwał.Nie chciałam siedzieć w domu więc poszłam się przejść i zobaczyłam go z inną dziewczyną.Kiedy go przyłapałam nie czuł skruchy ani nic po prostu powiedział,że mu się znudziłam. zybko ocieram łzy.Wstaję z kanapy i wyglądam przez okno.Zauważam,że już się ściemniło a Louis nadal stoi oparty o samochód i rozmawia z kimś przez telefon.Kończy rozmowę i wybiera jakiś numer.Po chwili dzwoni mój telefon.Podchodzę do blatu w kuchni.Nie patrząc kto dzwoni odbieram.
-Piękna, ługo mam jeszcze czekać?-wyglądam przez okno.Chłopak rozłącza się i rozkłada ramiona.
-Dobra-mówię sama do siebie.Godzę się na to bo przypominam sobie o naszej nie dokończonej rozmowie. oprawka,niezaczętej.Zakładam bluzę,zamykam dom i idę do bruneta.Chłopak już siedzi w samochodzie i kiedy wsiadam uśmiecha się jakby wiedział,że prędzej czy później się na to zgodzę.
-Nie ciesz się tak.Godzę się na to tylko dlatego, że mamy coś do omówienia.
-Co do imprezy,na którą idziemy razem?
-Nie.–odpowiadam stanowczo-A dziś ty prowadzisz?
-Wolisz mojego szofera?-pyta oburzony
-A żebyś wiedział.On mnie nie porywa na nielegalne wyścigi i mnie nie prześladuje.
-Skoro nie chcesz rozmawiać o tej imprezie to o czym?
-Chcę abyś wreszcie powiedział mi o co chodzi.-Louis rzuca mi zdziwione spojrzenie.-Nagle chcesz mnie poznać.Wcześniej traktowaliśmy się jak powietrze a ty nagle okazujesz mi zainteresowanie.Olewam cię ale ty nie odpuszczasz.Zabawiałeś się ze wszystkimi dziewczynami w szkole.A ja nie zamierzam być kolejną na liście-mówię to głośniej niż zamierzałam.
-Nie chcę żebyś była kolejną-mówi spokojnym głosem.
-To co nagle zachciało ci się ustatkować?
-To nie tak,daj mi szansę.Chcę cię poznać.Czy to tak wiele?-patrzy na mnie skruszoną miną. Odwracam wzrok a on zmienia stacje i nagle słyszę moją ukochaną piosenkę https://www.youtube.com/watch?v=fIdt3IV9yUI&list=WL&index=3.Mam właśnie poprosić chłopaka aby podgłośnił ale robi to w tym samym momencie jakby czytał mi w myślach.

*Louis*

Cieszę się,że El zgodziła się ze mną pojechać.Zaskoczyła mnie tym pytaniem dlaczego zawracam nią sobie głowę.Miałem nadzieję,że nie będziemy musieli wracać do tej rozmowy ale jak widać ona nie odpuszcza tak łatwo.Nie mogę przecież powiedzieć prawdy.”Wiesz to tylko zakład”Bo okłamałbym ją.Od kiedy zacząłem spędzać z nią czas zaczęło mi na niej zależeć.Nie przyjechałem dziś po nią ze względu na zakład ale na…no właśnie na co?Kiedy jest gdzieś blisko mam ochotę ją przytulić albo chociaż potrzymać za rękę.

*Eleanor*
 
-Gdzie tym razem jedziemy?-pytam kiedy piosenka się kończy
-Chyba lubisz tą piosenkę.-patrzę na niego morderczym wzrokiem ale dlatego,że nie odpowiedział na mój pytanie i zmienia temat-śpiewałaś od początku do końca.
-To moja ulubiona piosenka.A twoja?-Louis pochyla się i włącza https://www.youtube.com/watch?v=Wb5VOQexMBU
-Wiesz… znamy się kilka dni a ja nawet nie wiem jaki jest twój ulubiony kolor.
-Czarny i fioletowy.A twój? -pytam
-Niebieski jak twoje oczy.-wow co za romantyk.
-Ale ja mam zielone oczy-chłopak patrzy na mnie.Mimo tego że jest dość ciemno widzę jego zakłopotanie–żartowałam. -mówię i uśmiecham się.
-Ha ha ha–odpowiada-jakaś ty zabawna.To pewnie uwielbiasz komedie,a skoro jesteś dziewczyną…
-Jakiś ty spostrzegawczy.-przerywam mu.
-…to pewnie też i komedie romantyczne.
-O nie.Nienawidzę tych filmów.Są nudne i zawsze kończą się tak samo.
-Nie wierzę.-mówi i kręci głową-w takim razie jakie filmy lubisz?
-Horrory,thrillery,fantasy…prawie wszystko oprócz komedii romantycznych.A ty?
-Ja lubię sensacyjne ale zdarza mi się obejrzeć komedię romantyczną.-na te słowa wybucham niekontrolowanym śmiechem.
-Nie rozumiem,co cię tak bawi?
-Po prostu ciężko mi jest sobie wyobrazić ciebie siedzącego przed telewizorem z pudełkiem chusteczek i płaczącego bo wszystko dobrze się skończyło.
-Myślałem,że dziewczyny lubią wrażliwych facetów.To po pierwsze a po drugie ja nie płacze.
-Skoro tak twierdzisz.Daleko jeszcze?
-Już jesteśmy-brunet parkuje samochód a moim oczom ukazuje się wesołe miasteczko.
-Serio?Czy my mamy 6 lat?
-Nie?Nie marudź,będzie fajnie.
-Ta już to słyszałam.Na tym twoim supernowym wyścigu.-Louis podchodzi do mnie bierze mnie za rękę i ciągnie mnie w stronę atrakcji.
-Ykhm. Mógłbyś?-pytam i wskazuje na nasze ręce.
-Nadal cię trzymać za rękę?Nie ma problemu.
-Nie o to chodziło.-wzrusza ramionami i prowadzi mnie w stronę karuzeli. Gwałtownie się zatrzymuję.
-Co się stało?
-Nie… nic,ale błagam nie idźmy na to.-na te słowa brunet obejmuje mnie.
-Dlaczego?Nie mów, że się boisz.
-Nie boję się.Ja nie mogę na nią wsiąść.
-Co jesteś spisana na czarną listę wesołego miasteczka i nie możesz wchodzić na atrakcje?
-Nie.-mówię lekko zdenerwowana od kręcenia robi mi się niedobrze.
-Och. Przepraszam…
-Spoko,po prostu chodźmy na coś innego.-brunet ponownie łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę domu strachu.

 

 

piątek, 18 lipca 2014

Rozdzial 9


Rozdział 9
 
Szybko odsuwam się od niego.Jak mógł to zrobić?Ile my się znamy?Trzy dni?Co za dupek! Myśli,że może mnie sobie tak całować jakby nigdy nic.Nie sądziłam,że posunie się tak daleko.Patrzę na niego morderczym wzrokiem.
-Nie wierzę,że to zrobiłeś.-mówię-Zostaw mnie.-Zdejmuję bluzę i mu ją oddaje.
-El ,zaczekaj ja…-chłopak próbuje mnie zatrzymać ale zamykam mu drzwi tuż przed nosem. Z gabinetu ojca dochodzą do mnie jakieś rozmowy i śmiechy ale nie zwracam na nie uwagi i idę do siebie do pokoju.Rzucam torbę na łóżko,zabieram piżamę i idę do łazienki.Kiedy wychodzę słyszę swój telefon.Sms.Błagam niech to nie będzie on.Nie da się opisać ulgi jaką czuję kiedy widzę napis„Ashley”.

„Co robisz jutro?”

„Żadnych planów” odpowiadam

„Zakupy? A potem kawa?12?”

„Świetnie”

Potrzebuję czegoś aby oderwać myśli o kilku ostatnich dniach.O moim najlepiej w życiu spędzonym czasie w towarzystwie Louisa.Miło będzie porobić coś z kimś innym niż z nim. Ciągle nie daje mi spokoju to jego zachowanie no i jeszcze ten pocałunek.Było idealnie kiedy nie zwracaliśmy na siebie uwagi.Naprawdę chciałabym wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.Ale coś mi mówi ,że szybko się nie dowiem.Postanawiam więcej o tym nie myśleć i zanim położę się spać zamykam drzwi do pokoju na klucz.Jakoś nie ufam znajomym taty.
     Kiedy budzę się rano zegarek wskazuje 9.15.Załatwiam poranną toaletę,jem śniadanie i znowu sprzątam bałagan w domu.Zanim się obejrzę jest godzina 11.30.Zmieniam ubrania i wkładam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki po czym wychodzę z domu.Po 20 minutach dochodzę do centrum i czekam na przyjaciółkę.Chwilę potem pojawia się Ashley.Jak zwykle witamy się uściskiem i wchodzimy do galerii.Chodzimy od sklepu do sklepu.
Jak na razie Ashley nie ominęła żadnego sklepu,no oprócz sklepów spożywczych i z artykułami dla dzieci oraz komputerowymi. A w między czasie opowiadam jej o Louisie.
-A no i kończąc to wszystko,wczoraj mnie pocałował.-mówię kiedy zajmujemy miejsca w kawiarni.Jestem mega zmęczona.Chyba nigdy nie byłam obładowana taką ilością siatek.Za to Ashley wygląda jakby była tylko w jednym sklepie chociaż liczba jej reklamówek jest dwa razy większa id mojej.
-Uuuuuuu,no to rozumiem ,że jesteście parą.-wręcz piszczy z podekscytowania blondynka.
-Oczywiście.Wiesz to nasze spotkanie to też pożegnanie bo zamierzamy uciec.On jest strasznym romantykiem.Okazuje się,że w kilka dni możesz poznać idealnie druga osobę.-mówię ironicznie.
-No wiesz…moglibyśmy chodzić na podwójne randki.
-Błagam nie zaczynaj.
-Byłoby super.
-My nie jesteśmy razem
-Ale jeszcze…-dziewczyna nie kończy bo przerywa jej mój dzwoniący telefon.Zerkam na ekran ,na którym pojawia się napis:”Louis”.Pokazuję telefon przyjaciółce.
-O wilku mowa-mówię i odrzucam połączenie po czym kładę telefon na stół.
-Dlaczego nie odebrałaś?
-Bo nie mam ochoty z nim rozmawiać.
-To był tylko jeden buziak.Nic się nie sta…
-Stało.Ja tego nie chciałam.On na siłę próbuje wcisnąć się do mojego życia.O co tu chodzi.-znów mój telefon informuje o swojej obecności i znowu ta sama osoba. Odrzucam połączenie.
-Odbierz w końcu,może…
-Nie.-a telefon powtarza swoją czynność.Tak jak ja.Dzwoni jeszcze jakieś 6 razy a potem przestaje.-No nareszcie zrozumiał.-kończymy naszą kawę i wychodzimy z kawiarni.Dzwoni telefon.
-Tym razem mój-mówi Ashley.Niewiele rozumiem z tej rozmowy ale mogę stwierdzić,że Ash nie jest szczęśliwa.-Przepraszam ale nie będę mogła z tobą wrócić.Rodzice zaraz tu przyjadą i mamy jechać po mojego brata.
-Spoko nic się nie stało.-przytulamy się na pożegnanie i każda idzie w swoją stronę.Mój telefon znowu wydaje z siebie dźwięk ale krótszy.Sms.Waham się chwilę czy mam usunąć wiadomość czy ją przeczytać ale w końcu wybieram to drugie.
„Wiem,że jesteś na mnie zła.Chociaż nie masz za co,ale martwię się.Nie odbierasz telefonów. Zadzwoń albo chociaż napisz,że wszystko ok.”Nie odpisuję na wiadomość.Nie obchodzi mnie,że się zamartwia.Pomęczy się tak jak ja przez te kilka dni.Opuszczam centrum i idę do domu.Kiedy mijam dom sąsiadów zauważam zaparkowanego,czarnego mercedesa przed moim domem i opierającego  się o maszynę Louisa.To już podchodzi pod prześladowanie. Zakładam okulary i idę dalej Kiedy go mijam udaje,że go nie wiedzę.Dlaczego to nie działa w druga stronę?Chłopak natychmiast łapie mnie za rękę i odwraca d siebie.Zdejmuje moje okulary i zakłada je sobie za koszulkę.
-Cześć-wita się po czym szeroko się uśmiecha.
-Cześć.Co tu robisz?-chłopak nadal trzyma moje ręce i nie zpuszcza wzroku z mojej twarzy.
-Przepraszam.-mówi skruszonym głosem Zabieram ręce.
-Jeśli to już wszystko to…
-Nie-przerywa mi szybko chłopak po czym odwraca się i otwiera drzwi samochodu.
Zabiera coś z siedzenia i znów stoi przodem do mnie ale tym razem trzyma piękny bukiet czerwonych róż.-Naprawdę mi przykro.Nie chciałem cię zdenerwować.Przepraszam. -kończy i wręcza mi kwiaty.Nie jestem pewna co mam powiedzieć.Jestem zaskoczona.Nie spodziewałam się czegoś takiego po nim.
-Dziękuję.-mówię i biorę kwiaty od chłopaka.
-To znaczy,że już się nie gniewasz?-pyta głosem pełnym nadziei.
Patrzę na kwiaty a potem znów na Louisa i kiwam głową.
-Przeprosiny przyjęte-po tych słowach Louis mnie przytula,chwilę potem ja też go obejmuję.
-Przepraszam.-szepcze mi jeszcze do ucha zanim się odsuwam.
-Powinnam już wracać-mówię i wskazuję na dom.-Jeszcze raz dzięki za kwiaty.Są piękne. To…narazie-odwracam się ale chłopak łapie mnie za rękę i odwraca do siebie.Wzdycham ciężko i przewracam oczami.
-Powtarzasz się.-brunet uśmiecha się.
-Choć gdzieś ze mną-mówi obejmując mnie w talii.
-Nie,dzięki-odpowiadam i zdejmuję jego ręce.
-Dlaczego?-pyta i mnie obejmuje.
-Bo nie mam ochoty?-a ja znów zdejmuję jego ręce.
-A co będziesz robić w domu?
-Zjem lody i włączę komedie romantyczną-mówię z ironią-z resztą to nie twoja spawa.
-Wolisz oglądać historię dwojga zakochanych ludzi zamiast sama ją przeżyć?
-Niech zgadnę z tobą?
-Tylko i wyłącznie-przewracam oczami.
-Powtarzasz się.
-H a h a.To mój tekst.Nieważne,nigdzie nie idę. -sięgam po moje okulary ale Louis mnie wyprzedza i podnosi je tak, że nie mogę ich dosięgnąć.-Oh jakie to dojrzałe-mówię po czym krzyżuje ręce a chłopak zakłada okulary na nos.
-Jak wyglądam? pyta i robi miny w stylu modela.
-Wiesz,że są damskie?
-Ładnemu we wszystkim ładnie.-przykładam rękę do czoła i kręcę z politowaniem głową.-Co a może nie?
-Daj spokój. ddaj mi je-sięgam po nie ale on znów je chowa.
-Jak ze mną pójdziesz.–wzdycham-No weź kochanie na pewno tęskniłaś.Nie widzieliśmy się cały dzień.
-Zaskoczę cię bo nie tęskniłam.
-Proszę choć.Jutro nie będę mógł cię odwiedzić.
-Ja też cię proszę.Jestem zmęczona.
-Po zakupach?Ty?Dziewczyna?To interesujące…
-Mówię poważnie.
-No to chodźmy do ciebie.Albo do kina.Gdziekolwiek.Ja będę tym troskliwym i romantycznym w naszym związku więc przyznam,że tęskniłem.
-Naprawdę jesteś wkurzający.Idę do domu.-mówię i odwracam się.
-Zaczekam!-krzyczy za mną Louis.

 

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 8

Rozdział 8

Cudem udaje mi się znaleźć jakieś miejsce.Serio?Tyle osób jest zainteresowanych tymi wyścigami.Co jest fajnego w patrzenie się na jeżdżące motory?Chyba nigdy tego nie zrozumiem.Ale przynajmniej są trybuny.Zastanawiam skąd się wzięły.Dopiero po chwili przypominam sobie,że kiedyś była tu szkoła,ale w niewyjaśnionych okolicznościach spłonęła. Nikt tak naprawdę nie wie co się stało.Niektórzy mówią,że ktoś specjalnie ją podpalił ale sprawa nigdy nie została wyjaśniona.Tak czy inaczej szkoły już nie ma a na jej ruinach odbywają się nielegalne wyścigi.Z moich zamyśleń wyrywa mnie głos:”Przygotować się do startu.”Udaje mi się znaleźć Louisa,który patrzy w moją stronę i puszcza mi oczko po czym zakłada kask.W jednej chwili wszystkie silniki się uruchamiają.Trzy,dwa,jeden.START!” Motory startują.
Louis na początku jedzie na końcu ale z każdym okrążeniem wysuwa się na prowadzenie.
-Wolne?-słyszę pytanie i odwracam głowę od toru i spoglądam na chłopaka stojącego przede mną.
-Tak,pewnie.-odpowiadam a blondyn siada obok mnie.
-Chyba widzę cię tu pierwszy raz.
-Tak,nigdy wcześniej tu nie byłam.
-A,który jest twój?
-Co,mój?-pytam nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
-Który to twój chłopak?
-Żaden-odpowiadam
-Przyszłaś tu sama?Wiesz,że to nie do końca mądre?
-Och.Nie przyszłam tu sama.Przyprowadził mnie znajomy.-wskazuję na Louisa.
-Tomlinson -mówi i uśmiecha się.- Oczywiście.A tak w ogóle jestem Waren.-przedstawia się i podaje mi rękę.Odpowiadam na gest i mówię mu swoje imię.-Louisowi naprawdę dobrze idzie.
-Znacie się?-bardziej pytam niż stwierdzam.W sumie nie powinno mnie to dziwić mam wrażenie,że zna tu wszystkich.Kiedy tu szliśmy prawie z każdym się witał.
-Często tu przychodzę i czasem biorę udział w wyścigach ale aktualnie mój motor nie nadaje się do jazdy-kręci kilka razy głową-Tomlinson jest naprawdę dobry ale ostatnio kiepsko mu szło.-patrzę na niego z nie dowierzaniem.Louisowi coś nie wyszło.A to nowość.-Większa część osób to ludzie którzy wychowali się sami.To typowi buntownicy.Chociaż niektórzy mają bogatych rodziców i tak dalej ale te wyścigi to oznaka ich buntu.-słucham chłopaka z zaciekawieniem.Dopiero w tej chwili zdaje sobie sprawę,że oni po prostu próbują zwrócić na siebie uwagę.Nagle z głośników rozbrzmiewa głos:”To już ostatnie okrążenie.Jak na razie na prowadzeniu utrzymuje się Collins.”Kiedy zbliżają się do mety Louis w ostatniej chwili wymija go i wygrywa.Zatrzymuje motor i zdejmuje kask.Na jego twarzy widnieje szeroki uśmiech.
Nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. Schodzę z trybun ale nie próbuje przeciskać się przez dziki tłum który otoczył Louisa bo wiem,że i tak nie uda mi się tam dotrzeć. Stoję z boku i przyglądam się wszystkiemu. Nagle czuję,że ktoś obejmuje mnie ramieniem.Spanikowana odwracam się w stronę osoby,która nagle pojawiła się obok mnie i oddycham z ulgą gdy widzę Warnera.
-Co robisz?–pytam zdziwiona jego zachowaniem.
-Lepiej żebyś nie była tu sama.Chyba zdążyłaś zauważyć kto się tu kręci a Louis aktualnie paja się w blasku chwały więc pozwól ,że dotrzymam ci towarzystwa.
-O co z tym chodzi?-pytam nie rozumiejąc-jeśli wszyscy zobaczą mnie albo z tobą albo z Louisem to nic mi nie zrobią ale dlaczego?
-Ludzie nas znają.Wiedzą,że lepiej nam nie podpaść jeśli nie chce się mieć w nas wroga.To dość skomplikowane ale najprościej mówiąc uczestnicy są twoją kartą bezpieczeństwa przed typami,którzy się tu kręcą.-kiedy kończy rozglądam się po ludziach stojących wokoło. Niektórzy wyglądają dość normalnie.Ale niektórzy mają kolczyki chyba wszędzie gdzie się da a tam gdzie ich nie ma są tatuaże.Rozglądając się dalej zauważam,że tłum wokół Louisa już się rozszedł.Brunet zauważa mnie a na jego twarzy nadal gości ogromny uśmiech.Jednak kiedy widzi,że Warner mnie obejmuje jego mina zmienia się w grymas niezadowolenia.
-Chyba twoja ochrona wraca.-mówi Warner i przestaje mnie obejmować.Louis podchodzi do nas z wielkim uśmiechem i się do mnie przytula.Niepewnie odpowiadam na jego gest. Chłopak szepcze mi do ucha:-Dziękuję.Wygrałem dzięki tobie.Przyniosłaś mi szczęście.-po tych słowach całuje mój policzek i odsuwa się ale nadal trzyma swoją rękę na mojej tali. Patrzy na Warnera wzrokiem pełnym nienawiści.
-Dawno się nie widzieliśmy-mówi Warner i podaje mu rękę.Louis odwzajemnia gest-gratuluję wygranej.
-Dzięki.-odpowiada oschle brunet-choć El,musimy już iść.-bierze mnie za rękę i odciąga od Warnera.
Cieszę się,że nareszcie stąd idziemy.Mam dość tego miejsca.Pełno tu facetów,którzy ciągle się na mnie gapili.Serio?!Nigdy nie widzieli dziewczyny?No i ciągle pada ten deszcz.
-Błagam tylko nie jedźmy twoim motorem.-mówię błagalnym tonem.
-Jasne,że nie.Jest chłodno a ja nie chcę żebyś była chora.
-Od kiedy jesteś taki troskliwy? -pytam z ironią.
-Od kiedy jesteś moją dziewczyną.-mówi i otwiera mi drzwi od strony pasażera a sam zajmuje miejsce za kierownicą.
-Przypominam ci,że nie jestem twoją dziewczyną a dziś tylko udawałam twoją przyjaciółkę a nie dziewczynę.
-Nieważne.Opowiedz mi oś o sobie.
-A co chciałbyś wiedzieć?
-Masz jakieś hobby?
-Raczej nie.Chociaż kiedyś grałam w siatkówkę ale potem przestałam.
-Rozumiem.A jakie masz lany po zakończeniu szkoły?
-Chyba żadne.-chłopak patrzy na mnie zdziwiony.-Co?- pytam
-Myślałem,że idziesz na studia lub coś.
-Raczej nie.-widzę,że chłopak chce coś powiedzieć ale szybko mu przerywam-a ty?Jakie masz plany?
-Jak na razie mam zaplanowane wakacje a potem…sam nie wiem.
Może poszukam pracy.Coś się wymyśli.-odpowiada obojętnie.Chwilę potem stoimy już pod moim domem. Louis wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi. Wysiadam z samochodu i idę w stronę domu.Słyszę, że brunet idzie za mną.Nagle z mojego domu słychać ciąg przekleństw i dźwięk tłuczonego szkła.
-Co to było?
-Kot?-odpowiadam niepewnie.
-Niech zgadnę.Ten sam co zrobił ci siniaka i skaleczył ręce?
-Co? Ja..nie…-popatrzyłam na swoje ręce i zauważyłam kilka szram.-Zbiłam ostatnio szklankę i…
-Eleanor.Co się dzieje?Możesz mi powiedzieć.-raczej nie mogę.Przecież to typowy podrywacz co tydzień inna dziewczyna.Ale ja nie będę kolejna.
-Nic się nie dzieje.Po prostu…To nic takiego.Muszę już iść.Pa.
-Pa–odpowiada i ku mojemu zaskoczeniu nie żegna się buziakiem ani irytującym przezwiskiem.
-Louis!-wołam go a chłopak do mnie podchodzi-ta randka,spotkanie czy co to tam było.Nie było takie złe.Nawet było ok.-mówię a chłopak uśmiecha się.
-Stać mnie na więcej.-pochyla się i lekko dotyka moich ust swoimi.

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 7

 
Rozdział 7
 
Kiedy idę w jego stronę,chłopak zauważa mnie i zaczyna promiennie się uśmiechać. Podchodzę do niego a on łapie mnie za ręce.
-Mam nadzieję,że za bardzo nie tęskniłaś. -mówi i przygląda się mojej twarzy-Moje pocałunki chyba działają uzdrawiająco.Twój siniak wygląda lepiej.-na te słowa przewracam oczami.
-Bez obaw.Nie tęskniłam.A twoje pocałunki nie działają uzdrawiająco.-mówię i rozdzielam nasze ręce.-Chciałam z tobą porozmawiać.Słyszałam twoją dzisiejszą rozmowę z James’em i chcę cię uświadomić,że nie jestem twoja.
-Ale będziesz-mówi cicho
-Po moim trupie.-staram się to powiedzieć równie cicho ale wiem,że Louis i tak mnie usłyszał bo się uśmiecha.-Słuchaj.Naprawdę jestem już zmęczona tą twoją gierką.
-Gierką?-pyta zdziwiony.
-Tak.Mam dość twojego zachowania.Mówię serio.To męczące.Ciągle za mną łazisz i do mnie wydzwaniasz.Nie nudzi cię to?-pytam ale nie daje mu szansy na odpowiedź bo mój monolog jeszcze się nie skończył.-Proszę cię daj mi spokój.To się robi nudne.
-Ale mi na tobie zależy.-na te słowa wybucham śmiechem.
-Romeo znamy się kilka dni.Nie wiesz o mnie nic.Nagle mnie zauważyłeś i okazałeś mi zainteresowanie.Nie znasz mnie.Proszę daj mi spokój.-mówię i mam już odejść ale jeszcze się odwracam i dodaję-A i usuń mój numer.-odwracam się ale Louis łapie mnie w tali i odwraca w swoją stronę.
 
-Przecież idziemy razem na bal.Powinniśmy się lepiej poznać.Z resztą  i tak mamy dziś randkę.-i zanim zdążę zaprzeczyć chłopak podnosi mnie i przerzuca sobie przez ramię.
-Louis!Puść mnie!Co ty wyprawiasz?!-jednak chłopak nie odpowiada tylko wkłada mnie do samochodu i zajmuje miejsce z tyłu, obok mnie.Kiedy siedzimy w środku chłopak nie puszcza mojej ręki.Delikatnie gładzi kciukiem jej zewnętrzną część.Gwałtownie wyrywam rękę z jego uścisku i odwracam się w stronę okna.
-Gdzie jedziemy?-pytam po dłuższej chwili, nie patrząc na niego.
-To niespodzianka-jak oryginalnie.
-No jasne! -tym razem zerkam na niego-Na serio?Nie powiesz mi?
-Zaraz dojedziemy.-postanawiam więcej nie pytać bo wiem,że nie uzyskam odpowiedzi.Za oknem panuje prawdziwa ulewa.
Mam nadzieję ,że będziemy w budynku bo mam na sonie krótkie spodenki i krótki rękawek.Przyglądam się kroplom spływającym po oknie.I Niewinem dlaczego mam wrażenie,że to ciekawsze zajęcie niż rozmowa z Louisem.Nie mam zielonego pojęcia gdzie jedziemy.Kompletnie nie znam tej okolicy.
-Dojechaliśmy-mówi kierowca,którego ledwo słychać przez padający deszcz.Louis wysiada z samochodu i chce otworzyć mi drzwi ale ja wysiadam zanim zdąży to zrobić.Kiedy opuszczam samochód moim oczom ukazuje się tor wyścigowy.Serio?!Mógł mnie zabrać do kina,parku, na lody,po restauracji,ale nie to muszą być wyścigi.Jasne.
-Nie chcę tu być.-mówię otwarcie do bruneta.-Chcę wrócić do domu.
-Oj no weź będzie fajnie.
-To ,że ciebie kręci jazda na motorach nie oznacza ,że innych też.
-Choć,nie marudź.-po tych słowach łapie mnie za rękę i zaczyna prowadzić w stronę tłumu ludzi. Natychmiast zatrzymuję się.
-Możesz puścić moją rękę?-chłopak przybliża się i mówi tak cicho abym tylko ja mogła go usłyszeć.
-Lepiej żeby wiedzieli,że przyszłaś tu ze mną.-po tych słowach odsuwa się i lustruje moją twarz-zimno ci.-zanim zdążę zaprzeczyć chłopak zdejmuje swoją bluzę i mi ją zakłada.Bierze kaptur i naciąga mi go na głowę-Nie chcę żebyś była chora.-znów próbuje złapać mnie za rękę ale ja ją zabieram. To,że odda mi bluzę i się słodko uśmiechnie nie oznacza,że zrobię dla niego wszystko.-El, proszę.Kręcą się tu różne osoby.Kiedy pomyślą,że jesteś moją dziewczyną…
-Ej ej ej.-przerywam mu.-Nie musimy od razu udawać pary.
-Nie chcę żeby coś ci się stało.
-To po co mnie tu przywiozłeś?!-pytam wkurzona.
-Nie chciałem żeby to była zwykłą randka.Chciałem abyśmy się poznali.
-I uważasz,że wyścig to dobry pomysł?-pytam z niedowierzaniem w głosie-Nie mogliśmy pójść w normalne miejsce i pogadać?A to nie jest randka.
-Chciałbym abyś mnie poznała.
-Będziesz się ścigać.-stwierdzam a chłopak tylko potakuje głową.
-Choć-mówi i znów łapie mnie za rękę a ja znów próbuję ją zabrać.–Myślałem,że to sobie wyjaśniliśmy.-mówi wyraźnie poirytowany moim zachowaniem.-Jeśli wszyscy zobaczą,że jesteś ze mną nie zwrócą na ciebie uwagi.-kiedy chłopak to mówi obok nas przechodzi dwóch nie źle napakowanych gości.Zerkam na nich a potem na Louis i jego wyciągniętą rękę.Łapię ją co powoduje uśmiech zadowolenia na twarzy chłopaka.
-Nie ciesz się to wyjątkowa sytuacja.-mówię a chłopak przyciąga mnie bliżej siebie.
-Dlaczego ty nie prowadziłeś samochodu?
-A od czego ma się szofera?-na te słowa mimowolnie przewracam oczami.
-A dlaczego nie przyjechaliśmy motorem?-rozglądam się po okolicy.-to raczej wyścigi motocyklowe więc chcesz się ścigać bez motoru?
-Przywiozłem go tu wcześniej.Mój kumpel musiał zrobić przegląd.-podchodzimy do budynku ,w którym jedna ze ścian jest wyburzona i widać co dzieje się w środku.Louis od razu podchodzi do swojego motoru.
-Cześć. mówi i podaje rękę jakiemuś chłopakowi z mnóstwem tatuaży.-Co z nim?
-Zrobiłem przegląd wszystkiego. Dopracowałem trochę hamulce,wymieniłem opony i pobawiłem się silnikiem.
-Jesteś niesamowity.Dzięki Zack.
-Nie ma sprawy.A co za ślicznotkę przyprowadziłeś?
-Eleanor,poznaj najlepszego mechanika w mieście Zack’a.Zack to jest najwspanialsza dziewczyna na świecie.-szeptem dodaje-z niewyparzonym językiem.-na te słowa wyrywam swoją rękę z jego uścisku.
-Pójdę się rozejrzeć–mówię oburzona  i zdejmuję kaptur.
-Nie,nie.Nigdzie nie idziesz.-Louis zatrzymuje mnie w tym samym momencie gdy z głośników rozbrzmiewa głos:”Wszystkich uczestników prosimy na linię startową za 5 minut.”
-Idź na trybuny.Po wyścigu od razu do mnie przyjdź.
-Dobrze.-mówię tylko i chcę już iść ale Louis łapie mnie za rękę i pyta-A buziak na szczęście?
-Chyba żartujesz.-mówię i mam nadzieję,że to prawda.
-Nie,dlaczego? Przypominam,że dziś jesteśmy parą.-chłopak wskazuje na swój policzek.
-Dobra.-kiedy chcę go pocałować on odwraca głowę a ja się odsuwam.-Nie ze mną te numery.-uśmiecham się i odchodzę od niego.
-Oj no weź to taki żarcik.
-Przykro mi.Serio chcecie się ścigać w taką pogodę?
-To tylko podkręca adrenalinę.
-Wariaci-mówię cicho
-Idziemy.-mówi brunet.Podchodzi do mnie i zakłada mi kaptur na głowę.Jednak nie zabiera rąk i trzyma je na moich policzkach i zaczyna niebezpiecznie się przybliżać.Lekko całuje mój policzek i uśmiecha się.-Ja zawsze dostaję to czego chcę.-przewracam oczami-trzymaj za mnie kciuki.-bierze motor i idzie na linie startu a ja udaję się na trybuny.