-Witaj piękna.-wita się Louis a ja przewracam
oczami.
-Nie mów tak do mnie.-odpowiadam zirytowana.
-Jak sobie życzysz królewno.-odpowiada a ja nie muszę na niego patrzeć ale i tak wiem, że na jego twarzy gości cwany uśmieszek.Chłopak łapie za krzesło stojące obok mnie.
-Zajęte-mówię zanim Louis zdąży usiąść.Brunet jednak tylko uśmiecha się na moje słowa i siada przede mną.Ale zamiast siedzieć przodem do tablicy odwraca się do mnie i mówi:
-Nic nie szkodzi.-Postanawiam nie zwracać na niego więcej uwagi.Odkładam telefon na ławkę i sięgam do torby po kartkę i długopis w celu zrobienia listy zakupów.Zapisuję wszystko co jest mi potrzebne i sprawdzam parę razy czy o niczym nie zapomniałam.Kiedy jestem pewna, że wszystko mam chowam rzeczy do torby.Prostuję się i zerkam w stronę Louisa który się na mnie patrzy.
-Nie mów tak do mnie.-odpowiadam zirytowana.
-Jak sobie życzysz królewno.-odpowiada a ja nie muszę na niego patrzeć ale i tak wiem, że na jego twarzy gości cwany uśmieszek.Chłopak łapie za krzesło stojące obok mnie.
-Zajęte-mówię zanim Louis zdąży usiąść.Brunet jednak tylko uśmiecha się na moje słowa i siada przede mną.Ale zamiast siedzieć przodem do tablicy odwraca się do mnie i mówi:
-Nic nie szkodzi.-Postanawiam nie zwracać na niego więcej uwagi.Odkładam telefon na ławkę i sięgam do torby po kartkę i długopis w celu zrobienia listy zakupów.Zapisuję wszystko co jest mi potrzebne i sprawdzam parę razy czy o niczym nie zapomniałam.Kiedy jestem pewna, że wszystko mam chowam rzeczy do torby.Prostuję się i zerkam w stronę Louisa który się na mnie patrzy.
-Widziałem,ale nigdy nie miałem okazji z tak
ładną się spotykać.-przewracam oczami na jego słowa.Typowy podrywacz.Przynajmniej nie pyta czy bolało jak spadłam z nieba.Ale pocieszam się myślą
że mam dziś poskracane lekcje.Po chwili widzę,że mój telefon wibruje.Domyślam się że to Ashley.Ale gdy patrzę na wiadomość widzę tylko rząd
cyferek.Czytam tekst:”Pozwoliłem sobie wziąć Twój numer.Mam nadzieję ,że się
nie gniewasz Aniele”.
Zerkam w jego stronę z otwartą buzią i wkurzoną
miną ale on tylko się uśmiecha.Dzwoni dzwonek.Biorę swoją torbę i wychodzę z
klasy.Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak na kogoś wściekła.A nie jednak
pamiętam to było wczoraj. Pozostałe lekcje mijają mi tak samo. Chciałam usiąść
z dziewczynami z klasy ale przypomniało mi się,że moja twarz nie wygląda jak zawsze
więc siadam gdzieś przy ścianie i staram się ukryć policzek.Ale to ciągnie za
sobą konsekwencje-Louisa ,który siada ze mną na każdej lekcji.I gada coś o tym,że ładnie dziś wyglądam ,że nie może się doczekać balu ,że podobam mu się w
tej bluzie lub,że lubi kiedy zgrywam niedostępną.Na ostatniej lekcji nie
wytrzymuję.
-Możesz przestać?!-pytam wkurzona-Nie idę z tobą na ten bal.Możesz to w końcu zrozumieć?!-on nic nie robiąc sobie z moich słów po prostu się uśmiecha.
-Wyglądasz słodko kiedy się złościsz.Ale pamiętaj złość piękności szkodzi.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Zawsze.Mówiłaś ,że nigdzie za mną nie idziesz i pytałaś czy mógłbym przestać.-mi w tej chwili opada szczęka.Dobrze wie co do niego mówię ale go to nie obchodzi.-Widzisz mówiłem,że słucham.Chwilę potem dzwoni dzwonek oznajmiający koniec dzisiejszych zajęć. Jak najszybciej zabieram swoje rzeczy i opuszczam klasę po czym idę do swojej szafki i pakuję ostatnie rzeczy,które zostały.Ostatnio nie miałam okazji ich zabrać.Kiedy zamykam drzwiczki podskakuję przestraszona.Tuż obok Louis nonszalancko opiera się o szafkę i puszcza mi oczko.
-Czemu tak szybko uciekłaś?-pyta a ja posyłam
mu mordercze spojrzenie,które jedynie go rozbawia.-Bo mam już serdecznie dość twojego towarzystwa.
-To nie było zbyt miłe.A swoją drogą ciebie znaleźć na przerwie to jakiś cud.
-Szukałeś mnie?Po co?-pytam zaskoczona.Jednak chłopak nie odpowiada i tylko badawczo mi się przygląda.Po chwili bierze kosmyk moich włosów z prawej strony i zanim zdążę go powstrzymać zakłada mi go za ucho.
-Tak lepiej-mówi i uśmiecha się.Podnoszę rękę i chcę poprawić włosy tak aby znowu zakrywały mi twarz ale Louis łapie mnie za rękę.I w tej chwili jego uśmiech blednie.-Co ci się stało?Skąd ten siniak?-zakłopotana próbuję odwrócić wzrok.Cały dzień udało mi się go ukryć to jak na złość on musiał go zauważyć.
-Wiesz…-myśl El,myśl-potknęłam się.-mówię pospiesznie i próbuję się uśmiechnąć.
-Wygląda jakby ktoś cię uderzył.-A ty co w Sherlocka się bawisz-mam ochotę zapytać ale się powstrzymuję.
-Nikt mnie nie uderzył.-kłamię i mam nadzieję,że Louis niczego się nie domyśla.
-W takim razie powinnaś na siebie uważać.-mówi z troską w głosie.-Może odwieźć cię do domu?
-Nie,dzięki.Musze jeszcze coś załatwić.To na razie.-chcę się odwrócić ale chłopak łapie mnie za rękę i odwraca w swoją stronę.
-Chciałaś iść bez pożegnania?

Rozdział świetny,jak zwykle :D Jak mogłaś teraz zakończyć?Jak Louis będzie chciał się pożegnać?Pocałuje ją?Na miejscu Eleanor by zwariowała gdyby taki Louis by za mną łaził.Czekam na next.Uwielbiam twojego bloga i to jak piszesz.<3
OdpowiedzUsuń