Czuję jak ktoś lekko mną potrząsa abym się obudziła.
-Hmmm?
-Pokażę ci pokój,w którym będziesz spała.-Louis pomaga mi wstać z kanapy i prowadzi mnie na górę.Chłopak otwiera jakieś drzwi i przepuszcza mnie abym weszła pierwsza.Pomieszczenie jest prześliczne.Wygląda jak pokój w jakimś drogim hotelu a nie jak pokój gościnny.-Tutaj jest łazienka.-mówi i wskazuje na drzwi po prawej.-Chodź ze mną to dam ci coś do spania.
Chcę odpowiedzieć,że nie trzeba ale uświadamiam sobie,że jestem w koszulce na której są plamy krwi,więc tylko kiwam głową i idę za brunetem.Wchodzimy do jego pokoju,który niewiele różni się od gościnnego.Laptop i kilka książek oraz wieża i płyty-to jedyne różnice jakie dostrzegam.
-Dlaczego twój pokój wygląda jak...?-nie mogę znaleźć właściwego słowa aby dokończyć pytanie.
-Jak nie mój pokój?-kończy za mnie i wzrusza ramionami.
Podaje mi koszulkę i chce dać jeszcze spodnie ale ich nie biorę.Chłopak zatrzymuje się tuż przed wejściem do pokoju gościnnego.
-Będę obok.Jakbyś czegoś potrzebowała.-mówi i uśmiecha się po czym wraca do siebie.
Wchodzę do łazienki i ściągam z siebie brudną koszulkę i spodnie.Nie uśmiecha mi się brać prysznica w cudzym domu w obcej łazience ale desperacko go potrzebuję.Chcę zmyć z siebie cały ból dzisiejszego dnia.Wchodzę do kabiny i szybko się myję.Zakładam koszulkę Louisa i kładę się na łóżku.I teraz,gdy jestem sama,pozwalam sobie na płacz.Łzy cisnęły mi się do oczu niemal cały czas ale próbowałam je powstrzymać.Co pewien czas z moich ust wydobywa się szloch więc zakrywam je aby Lou niczego nie usłyszał.Po chwili do moich uszu dochodzi dźwięk otwieranych drzwi.
-Eleanor?-pyta chłopak ale ja nie odpowiadam,mając nadzieję,że nic nie słyszał i myśli,że śpię.Drzwi zamykają się a ja oddycham z ulgą.Czuję jak materac ugina się pod ciężarem drugiej osoby.Louis obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie.Składa pocałunek na moim rannym ramieniu a potem na głowie.Mimowolnie się uśmiecham i cieszę się,że jest obok.Gdy budzę się rano,druga strona łóżka jest pusta.Może go tu nie było?A to był tylko sen?Schodzę na dół po schodach do kuchni.
-Hej.Głodna?-pyta i nie czekając na odpowiedź podchodzi do lodówki-Nie mam zbyt dużego wyboru.Ale mogę zaproponować ci płatki.Może być?-pyta zamykając drzwiczki.
-Pewnie.-odpowiadam i próbuję się uśmiechnąć.
Podczas śniadania brunet ma,jak zwykle,coś do powiedzenia.
-Jak się czujesz?-pyta nagle a ja podnoszę na niego wzrok.-Przepraszam nie powinienem pytać. -dodaje speszony i zabiera nasze miski po płatkach.-W porządku.Nie musisz przepraszać.Naprawdę doceniam to,że się tak o mnie troszczysz i,że po tym wszystkim chcesz się w ogóle ze mną zadawać.
-Co masz na myśli?
-No wiesz...To wszystko.Mojego szefa,ojca,twój samochód...
-To przecież nie ma znaczenia.To nie twoja wina,że masz takiego ojca i dziwnego szefa i,że jelenie wyskakują na drogę kiedy prowadzisz.-uśmiecham się na ostatnie słowa.Chłopak obejmuje mnie a ja odwzajemniam uścisk.-Liczy się to jaka jesteś.
-Dziękuję.To dużo dla mnie znaczy.
-Dlatego mam propozycję.-odsuwam się od niego i patrzę zdziwionym wzrokiem.-Jeżeli u mnie zamieszkasz to będę ci mówił takie rzeczy codziennie.
-Przecież wiesz,że nie mogę.
-Oczywiście,że możesz jesteś dorosła i nie zasługujesz na to co on ci robi.Swoją drogą jak to się stało,że nie byłem na twoich osiemnastych urodzinach?
-To była mała impreza.Nieważne.Czyli twoim zdaniem powinnam go tak po prostu zostawić?Nie mogę tego zrobić.Został mi tylko on.-Masz przecież mnie.-mówi i patrzy na mnie przenikliwym wzrokiem
-Wiem.To wszystko jest zbyt skomplikowane.Muszę wrócić do domu.Wiesz o tym.
-A co jak znowu cię uderzy albo zrobi coś gorszego?
-W tedy go zostawię.
-Nie zamierzam czekać aż cię skrzywdzi.
-Muszę wracać.George nie lubi spóźnień.
-Zadzwoń i powiedz,że nie najlepiej się czujesz.Wczoraj byłaś w szpitalu.
-Nie mam nic lepszego do robienia.
-Od czego masz mnie?Chyba każda dziewczyna lubi zakupy?
-Masz rację każda dziewczyna uwielbia takie zakupy.-mówię gdy przechodzimy między półkami jakiegoś marketu.
-Musimy kupić jedzenie.Chyba widziałaś pustki u mnie.Nie martw się później będzie fajniej.
-Już się boję.-mówię i zerkam na wypchany wózek.
Po pewnym czasie chłopak parkuje samochód pod jakimś budynkiem.Wysiadamy z auta a Louis wyciąga z bagażnika nasze zakupy.
-Gdzie idziemy?-Masz lęg wysokości?
-Nie wiem.Zależy co wymyśliłeś.-chłopak uśmiecha się i otwiera drzwi.Kierujemy się do windy i jedziemy na samą górę.-To hotel twoich rodziców?
-Tak.-odpowiada gdy wychodzimy z windy i wchodzimy po schodach,które prowadzą na dach.
-I co niby mamy tu robić?
-Piknik.
-No tak z tobą zwykły piknik jest niezwykły.
Po skończonym posiłku kładziemy się na kocu.Louis bierze mój telefon i puszcza piosenkę.Leżymy obok siebie i w ciszy słuchamy muzyki.Chłopak przysuwa się do mnie i mnie obejmuje.
-Cieszę się,że cię mam.-mówię i pochylam się aby go pocałować.
Uuu romantyczne ♡
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Eleonora takiej troski od strony chłopaka. Uważam że powinna się zgodzić z nim zamieszkać ze względu na swoje bezpieczeństwo :) Jej ojciec to kompletny idiota. A ten pikniki na dach jest bardzo słodki. Widać że Louisowi na niej zależy:D